Naukowy.pl

Humanistyczne => Filozofia => Dyskusje => Wątek zaczęty przez: filemon w Luty 14, 2009, 01:36:11 pm

Tytuł: Wielki Zderzacz Hadronów - wiedza, czy wiara?
Wiadomość wysłana przez: filemon w Luty 14, 2009, 01:36:11 pm
14.02.2009
Na forum Servis. pl.  8 września 2008 roku ukazał się artykuł pt. „Ruszył największy eksperyment w historii nauki” napisany przez Krisa i opatrzony Jego komentarzem.
Chodzi o eksperyment zwany Wielkim Zderzaczem Hadronów. Naukowcy wierzą” napisał Kris, że  „eksperymenty tam przeprowadzone dadzą odpowiedzi na najbardziej fundamentalne pytania o wszechświat”.
W komentarzu, Autor  stawia zasadnicze pytania:
1.„Czy istnieje tzw. Boska Cząstka, czyli bozon Higgsa, który ma być nośnikiem masy?
2.Czy istnieją super symetryczne cząstki odpowiedzialne za tzw. ciemną energię?

I odpowiada:
Jeśli odpowiedź będzie negatywna, to Model Standardowy okaże się teorią doskonale opisującą budowę materii.
Jeśli nie to trzeba będzie czekać na kolejną teorię budowy wszechświata.
Kris widzi także piętnastoletnią perspektywę trwania tego eksperymentu, i uzna go za sukces, jeśli bozon Higgsa w tym czasie trwania eksperymentu zostanie odkryty.
Uważa także że „ jeśli poszukiwane cząstki istnieją na prawdę, to  zostaną odkryte właśnie podczas tego eksperymentu”.
Moim zdaniem, już samo stwierdzenie „naukowcy wierzą” poddaje w wątpliwość całe przedsięwzięcie, oraz naukowość ludzi, którzy to przedsięwzięcie firmują.
Wiedza i Wiara, bowiem, to dwie sprzeczności: dwa przeciwieństwa, dwie potęgi zaczynające swój byt od jednej cząstki elementarnej, od jednego punktu w układzie współrzędnym, lecz zmierzające   w przeciwnych kierunkach, choć zmierzające do tego samego celu: trwania, rozwoju i potęgi Wszystkiego, Wszechświata, Ludzkości i Boga.
Sprzeczność ta polega na tym, że jeśli poszukujemy rozwiązania naukowego, to nie wierzymy. Jeśli zaś wierzymy, to nie poszukujemy dowodu naukowego, bo jest on nam do niczego nie potrzebny.  
 Zatem kto się zabrał do tego eksperymentu: wierzący, czy eksperymentujący, naukowcy, czy wyznawcy?.
Moim zdaniem wyznawcy wiary. Mój sąd opieram na tym, że naukowcy fizycy, najpierw powinni zwrócić się w tej sprawie do naukowców matematyków o stworzenie modelu matematycznego tego przedsięwzięcia. Gdyby matematycy taki model potrafili stworzyć, to fizycy byliby w stanie taki model fizycznie odtworzyć. I to byłby wielki naukowy sukces naukowców.
Jeśliby zaś takiego modelu matematycy nie potrafili stworzyć, to by znaczyło, że albo takiej cząstki nie ma, albo naukowcy jeszcze nie są gotowi do jego przeprowadzenia.
Jednak, z tego co się oriętuję, modelu matematycznego tego eksperymentu nie ma, ponieważ fizycy nie zwrócili się o stworzenie takiego modelu do matematyków. Pozostali przy przypuszczeniach i wierze.
Może dlatego dają sobie jeszcze ok. „15 lat”?. W tej sytuacji, tworzenie tak ogromnego przedsięwzięcia, bez projektu matematycznego, to tylko  zabawka wierzących, a nie laboratorium naukowców.
W tej sytuacji „wiara naukowców” , że w czasie tej zabawy znajdą odpowiedź na „ najbardziej fundamentalne pytania o wszechświat”, jest płonna.  

   O tym, że istnieje „boska cząstka, która jest nośnikiem masy,” pisałem na forum Servis. pl. już wielokrotnie. Ona jest nie tyko fizyczną materią, nośnikiem  masy, ale i czasu, i energii, i światła, i pola  i informacji o sobie, jest geometryczną figurą, która posiada obwód, wnętrze i zewnętrze, jest matematycznym razem, jednem, jedną i jednością, jest filologiczną postacią stworzoną z kropek kresek i zakrętasów z których wyłania się litera, a z niej powstaje słowo, wyraz, znaczenie słowa i wyrazu, jest jednocześnie filozoficznym bytem, naturą, istotą i postacią w jednej osobie (odkrycie filozoficzne Jezusa z Nazaretu).
W tej sytuacji, fizycy jawią się jako „górnicy” drążący głęboki tunel fizyczny w poszukiwaniu cząstki fizycznej w tym tunelu. Znajdą co najwyżej jej odłamki fizyczne i to nie najmniejsze.
Matematycy drążą taki sam wąski i długi tunel matematyczny i ich efekty są identyczne jak fizyków. Podobnie czynią filologowie i filozofowie. Te tunele, wąskie i długie ograniczają ich poszukiwania. Dodatkowo przeszkadzają im wierzący, oraz ich własna wiara („jestem przekonany”)
Oni powinni drążyć w koło. Fizycy w matematyce, filologii i filozofii, matematycy w fizyce filologii i filozofii, filolodzy w matematyce, fizyce i filozofii, filozofowie w matematyce, fizyce i  filologii. Tylko takie drążenie może przynieść ostateczny sukces. Cząstka elementarna leży wszędzie i nie ma potrzeby zagłębiać się w głęboki i wąski tunel jednej dziedziny, który staje się wąską dróżką prowadzącą do nikąd. Po drodze spotyka się takie „naukowe dziwadła”, których nie zna  świat i przestają je rozumieć i obejmować umysłem sami drążący.
 Taką cząstkę wystarczy odkryć.
Ona nie  jest „super symetryczna” jak w bełkocie  pseudonaukowym ktoś ją nazwał. Ona jest zwyczajnie symetryczna i mieści w każdym układzie współrzędnym, tworzy układ współrzędny, jest układem współrzędnym.
Cząstka elementarna materii, nie jest za nic „odpowiedzialna”, zwłaszcza za „tzw. „ciemną energię”.
Po prostu, jeśli mamy do czynienia z cząstką elementarną materii, to ona zawsze jest energiczna, jest "czaso - energo -maso – polowa". Oczywiście mówiąc o materii, nie mówimy o Wszechświecie, lecz o wolnej przestrzeni Wszystkiego, bo tylko tam występuje materia. We Wszechświecie występuje wyłącznie materiał, który jest wyższą formą uporządkowania materii.
Materiał Wszechświata także posiada swą cząstkę elementarną, lecz jest ona już cząstką silną, uporządkowaną, złożoną z wielu cząstek elementarnych(minimum czterech) cząstek materii.
Ponieważ cząstka elementarna Wszechświata złożona jest z cząstek elementarnych materii, a Wszechświat jest częścią Wszystkiego, to fizyczna cząstka Wszechświata jest także "czaso-energo-maso- (lecz już nie polowa, jak ma to miejsce we Wszystkim, lecz) przestrzenna".
Cząstka jakakolwiek,  także fizyczna, mieści się w układzie współrzędnym, jest w układzie współrzędnym, jest układem współrzędnym. To jeden z jej fenomenów.
Ten układ posiada cztery, przeciwnie skierowane ramiona zaczynające się w jednym punkcie.
Między tymi ramionami powstają  cztery wolne pola. Każde z tych pól cząstki elementarnej materii to cztery różne rodzaje energii tej cząstki elementarnej składające się na jedną  energię, którą ta cząstka jest.
Wygląda to następująco: Jeżeli w jednej ćwiartce jest energia jasna, to w przeciwległej ćwiartce jest energia odpowiednio ciemna. Ale to nie wszystko. Pozostały jeszcze dwie ćwiartki. Zatem z boku np. po lewej stronie jest energia ciemno-jasna np. czerwona, to po przeciwnej stronie jest energia jasno- ciemna, np. żółta, która jest przeciwieństwem czerwonej. Cały zaś układ, to kolor biały, który rozszczepia się na poszczególne barwy. Oczywiście tych barw jest cała gama, w zależności od tego, jakiemu układowi symetrii poddamy układ współrzędny. Niezmienne jest tylko to, że układ symetrii zawsze dzieli układ współrzędny na cztery symetryczne części.  
Pokłosiem tego symetrycznego podziału cząstki elementarnej materii jest między innymi i to, że mamy cztery pory roku, cztery pory dnia, że są narodziny, dorastanie, dojrzałość i starość, że mamy wschód, zachód, północ i południe, prawo, lewo, przód i tył itp. itd.  
 Zatem cząstką elementarną nie jest „bozon Higgsa”, którego poszukuje cała Społeczność Fizyczna Świata Ludzkości,  lecz elementarna cząstka materii filemona, którą odkrył nie doświadczalnie, fizycznie, lecz poprzez rozum, myślenie, świadomość, czyli filozoficznie.
Ponieważ jest ona zarówno fizyczna jak i matematyczna, geometryczna, filologiczna i filozoficzna, to można o niej pisać każdym językiem, w każdej dziedzinie nauki, nie tylko w filozofii (można ją także przedstawić w języku geometrii, czyli graficznie).
Niestety ludzie zagłębieni w głębokim tunelu jednej dziedziny, uznający że tylko oni posiedli jego tajniki, uzurpujący sobie prawo do tego tunelu i tego, co w nim odnaleźli, „mający nadzieję” na większe, dorodniejsze znaleziska, rugują z tego tunelu innych, którzy chętnie poszliby za nimi.
Niestety, nie dostrzegają skarbów, które ominęli po drodze, nie dostrzegają także, że ten tunel się za nimi wali. Drążą coraz dalej, coraz głębiej i coraz szerzej, coraz większe dziwadła odkopują. Jednak światła w tym tunelu nigdy nie zobaczą. Ono pozostało z tyłu, za nimi. To światło jest w tunelu pnącym się do góry, ku światłości Boga.
Tytuł: Wielki Zderzacz Hadronów - wiedza, czy wiara?
Wiadomość wysłana przez: todevor w Marzec 03, 2009, 09:04:27 pm
Witam. Nie ukrywam trochę zaniepokoił mnie twój komentarz na temat wypowiedzi Krisa jak, i samej wiadomości o LHC. Nie wiem, nie znam szczegółów wypowiedzi Krisa, ponieważ prawdopodobnie temat został edytowany, bo na dzień dzisiejszy (3 marca 2009r.) nie widzę niektórych wypowiedzi, do których odwołujesz się w swoim poście. Lecz przejdźmy do szczegółów.
Cytuj
Moim zdaniem, już samo stwierdzenie „naukowcy wierzą” poddaje w wątpliwość całe przedsięwzięcie, oraz naukowość ludzi, którzy to przedsięwzięcie firmują.
Wiedza i Wiara, bowiem, to dwie sprzeczności: dwa przeciwieństwa, dwie potęgi zaczynające swój byt od jednej cząstki elementarnej, od jednego punktu w układzie współrzędnym, lecz zmierzające w przeciwnych kierunkach, choć zmierzające do tego samego celu: trwania, rozwoju i potęgi Wszystkiego, Wszechświata, Ludzkości i Boga.
Sprzeczność ta polega na tym, że jeśli poszukujemy rozwiązania naukowego, to nie wierzymy. Jeśli zaś wierzymy, to nie poszukujemy dowodu naukowego, bo jest on nam do niczego nie potrzebny.
Zatem kto się zabrał do tego eksperymentu: wierzący, czy eksperymentujący, naukowcy, czy wyznawcy?.
Moim osobistym zdaniem, w środowisku naukowym nie ma czegoś takiego jak "wiara" w dane zjawisko. Doszło tutaj do swoistego nadużycia, co nigdy nie powinno mieć miejsca. Naukowcy, co najwyżej mogą zakładać, że ich teoria jest prawdziwa. Mało tego istnieje szereg procedur, które maja na celu upewnienie się, o słuszności danej teorii, czy pojedynczego zagadnienia. Nauka klasyczna opiera się na pewnych założeniach, które później, są sprawdzane doświadczalnie poprzez eksperymenty. Jeżeli, dane założenie, nie jest zgodne z uzyskanymi danymi z doświadczenia, to założenie te trafia do poprawy, lub też do kosza, jeżeli większość założeń się nie sprawdzi. O tym, że nauka i religia nie może współistnieć, całkowicie się zgadzam. Moim zdaniem, nie ma miejsca w nauce na religie, jak i na odwrót, w religii nie ma miejsca na naukę. Z całą pewnością nauka, nie dąży do potęgi Boga, bo Bóg w religii jest z założenia potężny. Co najwyżej wiedza o świecie, odkrywana za pomocą nauki może stać się tak potężna jak Bóg, lecz takie gdybanie nie ma najmniejszego sensu.
Cytuj
Moim zdaniem wyznawcy wiary. Mój sąd opieram na tym, że naukowcy fizycy, najpierw powinni zwrócić się w tej sprawie do naukowców matematyków o stworzenie modelu matematycznego tego przedsięwzięcia. Gdyby matematycy taki model potrafili stworzyć, to fizycy byliby w stanie taki model fizycznie odtworzyć. I to byłby wielki naukowy sukces naukowców.
Jeśliby zaś takiego modelu matematycy nie potrafili stworzyć, to by znaczyło, że albo takiej cząstki nie ma, albo naukowcy jeszcze nie są gotowi do jego przeprowadzenia.

Zakładasz od razu, że matematyka jest językiem opisu otaczającego nas świata, i jeżeli czegoś nie można opisać za pomocą matematyki to, to nie istnieje. Twoje założenie jest jak najbardziej błędne.
Matematyka jest językiem dla naukowców, fizyków. Tak jak dla ciebie język polski, służy do opisu przedmiotów, uczuć, itp. Nie które działy matematyki opisują rzeczy, które są abstrakcją. Dopiero poprzez nadanie im pewnej wartości przez człowieka stają się użyteczne. Wiedz, że język nie stanowi ograniczenia, jeżeli czegoś w nim nie ma, szybko można to uzupełnić, tak jak w języku polskim zapożycza się niektóre słowa lub tworzy się nowe. Zobaczymy to także z drugiej strony. Wszechświat nie potrzebuje matematyki do opisu swojego bytu, sam opis jest mu zbędny. Jeżeli ma dojść do jakiegoś zjawiska, i tak do niego dojdzie, nie ważne czy ktoś to opisał czy nie. Jedynie człowiekowi jest to potrzebne do zrozumienia.
Cytuj
Może dlatego dają sobie jeszcze ok. „15 lat”?. W tej sytuacji, tworzenie tak ogromnego przedsięwzięcia, bez projektu matematycznego, to tylko zabawka wierzących, a nie laboratorium naukowców.
W tej sytuacji „wiara naukowców” , że w czasie tej zabawy znajdą odpowiedź na „ najbardziej fundamentalne pytania o wszechświat”, jest płonna.

Mam teraz takie pytanie: jakie to ma znaczenie ile czasu dają sobie naukowcy na zrozumienie danego zagadanie? Odpowiedz brzmi bardzo prosto: żadne. Równie dobrze mogą sobie dać 25 lat, 30 ... to nie ma znaczenia. Ważne jest to, że cokolwiek w tym kierunku robią. W tych czasach, oczekiwanie jednoznacznej kompletnej odpowiedzi na temat wszechświata w fizyce jest pomyłką, ponieważ nie uzyska się odpowiedzi. Takiej jak jest to np. w Biblii, w przypadku stworzenia świata. Ludzie, są dopiero na początku drogi prowadzącej do wiedzy o wszechświecie. Nawet powiedział bym, że jesteśmy bliżej niż dalej.

Cytuj
O tym, że istnieje „boska cząstka, która jest nośnikiem masy,” pisałem na forum Servis. pl. już wielokrotnie. Ona jest nie tyko fizyczną materią, nośnikiem masy, ale i czasu, i energii, i światła, i pola i informacji o sobie, jest geometryczną figurą, która posiada obwód, wnętrze i zewnętrze, jest matematycznym razem, jednem, jedną i jednością, jest filologiczną postacią stworzoną z kropek kresek i zakrętasów z których wyłania się litera, a z niej powstaje słowo, wyraz, znaczenie słowa i wyrazu, jest jednocześnie filozoficznym bytem, naturą, istotą i postacią w jednej osobie (odkrycie filozoficzne Jezusa z Nazaretu).

Mój argument na część twojej wypowiedzi jest bardzo prosty. Nie mam bladego pojęcia o jakiej cząstce mówisz. Niby jak można wywnioskować istnienie cząstki poprzez sumę wszystkiego, także filologi, która defakto nie zajmuje się badaniem cząstek. Mówisz, że jest stworzona  kropek kresek, zakrętasów, po czym przechodzisz do litery, a na koniec słowa. To czym ona w końcu jest? Literą, czy słowem? Czy może składa się z liter tworząc słowo? Jeżeli tak, to wybacz, ale słowo nie jest cząstką. Nie w pojęciu, które znam. Nie które z twoich założeń być może istnieje tylko w twojej wyobraźni?

Cytuj
W tej sytuacji, fizycy jawią się jako „górnicy” drążący głęboki tunel fizyczny w poszukiwaniu cząstki fizycznej w tym tunelu. Znajdą co najwyżej jej odłamki fizyczne i to nie najmniejsze.
Matematycy drążą taki sam wąski i długi tunel matematyczny i ich efekty są identyczne jak fizyków. Podobnie czynią filologowie i filozofowie. Te tunele, wąskie i długie ograniczają ich poszukiwania.

Jako ironie mogę i dodać, że taki sam ciemny, wilgotny i jaki tam jeszcze chcesz tunel, tworzą także teologowie.
Cytuj
Dodatkowo przeszkadzają im wierzący, oraz ich własna wiara („jestem przekonany”)

Z tym zgodzę się bez dwóch zdań ;]

Cytuj
Oni powinni drążyć w koło. Fizycy w matematyce, filologii i filozofii, matematycy w fizyce filologii i filozofii, filolodzy w matematyce, fizyce i filozofii, filozofowie w matematyce, fizyce i filologii. Tylko takie drążenie może przynieść ostateczny sukces. Cząstka elementarna leży wszędzie i nie ma potrzeby zagłębiać się w głęboki i wąski tunel jednej dziedziny, który staje się wąską dróżką prowadzącą do nikąd. Po drodze spotyka się takie „naukowe dziwadła”, których nie zna świat i przestają je rozumieć i obejmować umysłem sami drążący.
Powtarzam jeszcze raz Fizyka, że swojej natury zajmuje się badaniem świata. Nie ma ustępstw od normy. Podobnie jest z każdą nauką przyrodniczą. Nie mam pojęcia (znowu?) o jakich dziwadłach naukowych mówisz. Nauka bada świat, nie może zrobić czegoś z niczego. Wszystko ma swoja przyczynę i skutek.

Cytuj
Taką cząstkę wystarczy odkryć.
Hmm twoją cząstkę, być może należało by odkryć. Tylko jak? Za pomocą jakiej metody badawczej/odkrywczej?

Cytuj
Cząstka elementarna materii, nie jest za nic „odpowiedzialna”, zwłaszcza za „tzw. „ciemną energię”.
Po prostu, jeśli mamy do czynienia z cząstką elementarną materii, to ona zawsze jest energiczna, jest "czaso - energo -maso – polowa". Oczywiście mówiąc o materii, nie mówimy o Wszechświecie, lecz o wolnej przestrzeni Wszystkiego, bo tylko tam występuje materia. We Wszechświecie występuje wyłącznie materiał, który jest wyższą formą uporządkowania materii.
Materiał Wszechświata także posiada swą cząstkę elementarną, lecz jest ona już cząstką silną, uporządkowaną, złożoną z wielu cząstek elementarnych(minimum czterech) cząstek materii.
Ponieważ cząstka elementarna Wszechświata złożona jest z cząstek elementarnych materii, a Wszechświat jest częścią Wszystkiego, to fizyczna cząstka Wszechświata jest także "czaso-energo-maso- (lecz już nie polowa, jak ma to miejsce we Wszystkim, lecz) przestrzenna".
Cząstka jakakolwiek, także fizyczna, mieści się w układzie współrzędnym, jest w układzie współrzędnym, jest układem współrzędnym. To jeden z jej fenomenów.
Ten układ posiada cztery, przeciwnie skierowane ramiona zaczynające się w jednym punkcie.
Między tymi ramionami powstają cztery wolne pola. Każde z tych pól cząstki elementarnej materii to cztery różne rodzaje energii tej cząstki elementarnej składające się na jedną energię, którą ta cząstka jest.
Wygląda to następująco: Jeżeli w jednej ćwiartce jest energia jasna, to w przeciwległej ćwiartce jest energia odpowiednio ciemna. Ale to nie wszystko. Pozostały jeszcze dwie ćwiartki. Zatem z boku np. po lewej stronie jest energia ciemno-jasna np. czerwona, to po przeciwnej stronie jest energia jasno- ciemna, np. żółta, która jest przeciwieństwem czerwonej. Cały zaś układ, to kolor biały, który rozszczepia się na poszczególne barwy. Oczywiście tych barw jest cała gama, w zależności od tego, jakiemu układowi symetrii poddamy układ współrzędny. Niezmienne jest tylko to, że układ symetrii zawsze dzieli układ współrzędny na cztery symetryczne części.
Pokłosiem tego symetrycznego podziału cząstki elementarnej materii jest między innymi i to, że mamy cztery pory roku, cztery pory dnia, że są narodziny, dorastanie, dojrzałość i starość, że mamy wschód, zachód, północ i południe, prawo, lewo, przód i tył itp. itd.
Zatem cząstką elementarną nie jest „bozon Higgsa”, którego poszukuje cała Społeczność Fizyczna Świata Ludzkości, lecz elementarna cząstka materii filemona, którą odkrył nie doświadczalnie, fizycznie, lecz poprzez rozum, myślenie, świadomość, czyli filozoficznie.
Ponieważ jest ona zarówno fizyczna jak i matematyczna, geometryczna, filologiczna i filozoficzna, to można o niej pisać każdym językiem, w każdej dziedzinie nauki, nie tylko w filozofii (można ją także przedstawić w języku geometrii, czyli graficznie).

Proponuje jednak koledze przeczytanie porządnie książki do fizyki, opracowań czegokolwiek. To co wyżej napisałeś jest co najwyżej warte, właśnie pseudonauce.
Cytuj
Niestety ludzie zagłębieni w głębokim tunelu jednej dziedziny, uznający że tylko oni posiedli jego tajniki, uzurpujący sobie prawo do tego tunelu i tego, co w nim odnaleźli, „mający nadzieję” na większe, dorodniejsze znaleziska, rugują z tego tunelu innych, którzy chętnie poszliby za nimi.
Niestety, nie dostrzegają skarbów, które ominęli po drodze, nie dostrzegają także, że ten tunel się za nimi wali. Drążą coraz dalej, coraz głębiej i coraz szerzej, coraz większe dziwadła odkopują. Jednak światła w tym tunelu nigdy nie zobaczą. Ono pozostało z tyłu, za nimi.
Właśnie jesteś w dużym błędzie mówiąc, że ludzie z jednej dziedziny uzurpują sobie wiedzę. Nie jednokrotnie właśnie dziedziny wzajemnie się uzupełniają. WIEDZA JEST ZA DARMO wystarczy tylko po nią sięgnąć. Każdy człowiek jest wolny może podążyć którąkolwiek ze "ścieżek". Chcesz zostać naukowcem, odkrywać cząsteczki proszę bardzo NIKT CIE TEGO NIE BRONI. Pytanie: o jakim świetle mowa w tym tunelu bo nie bardzo rozumiem?
Cytuj
To światło jest w tunelu pnącym się do góry, ku światłości Boga.

Na koniec najlepszy rodzynek. Oto przejście z fizyki do kompletnie innego świata, który jak miewam nie rządzi się żadnymi prawami, prócz Boskich. Na koniec z góry chciałbym przeprosić za wręcz szydercze perswazje, w niektórych częściach mojej wypowiedzi. Z góry chciałem także przeprosić, jeżeli uraziłem czyjś system wierzeń. (Choć być może zrobiłem to specjalnie). Jedynym usprawiedliwieniem może być mój system obronny, który za wszelką cenę chce bronić swojego poglądu na świat.
Tytuł: Wielki Zderzacz Hadronów - wiedza, czy wiara?
Wiadomość wysłana przez: filemon w Marzec 07, 2009, 09:16:21 pm
LHC Nauka czy zabawa?

Na początek informacja: Kris swój artykuł napisał na Forum naukowym pl. w dziedzinie „Fizyka” dział „Artykuł”. Jest on bodajże jednym z czterech tam istniejących.
Kris zacytował:
Największy eksperyment w historii nauki
Za kilka dni, 10 września, rusza największy eksperyment w historii nauki. W Alpach, pod granicą szwajcarsko -francuską schowano tunel o obwodzie 27 kilometrów. Nazwano go Wielkim Zderzaczem Hadronów i naukowcy wierzą, że eksperymenty tam przeprowadzone dadzą odpowiedź na najbardziej fundamentalne pytania o wszechświat. Obszerny opis eksperymentu znajdziemy w "Magazynie "Dziennika".


Kris napisał:
Mój komentarz:
Chyba nie trzeba nikomu mówić, że ten eksperyment jest jednym z najważniejszych w historii nauk fizycznych i przyrodniczych. Czy istnieje tzw. Boska Cząstka czyli bozon Higgsa, która ma być nośnikiem masy? Na razie jest to założenie teoretyczne, nie potwierdzone choćby najmniejszym eksperymentem. Czy istnieją supersymetryczne cząstki odpowiedzialne za tzw. ciemną energię? Jeśli odpowiedź na te pytania jest pozytywna, to Model Standardowy okaże się teorią doskonale opisującą budowę materii. Jeśli odpowiedź będzie negatywna, to trzeba będzie czekać na kolejną teorię budowy wszechświata. Myślę jednak, że nie mamy się co martwić. Pracy w CERN-ie jest sporo, więc nie można liczyć, że od razu wszystko zostanie odkryte. Jeśli za 15 lat dowiemy się choćby o istnieniu bozonu Higgsa, to będzie to wielki krok dla ludzkości. Osobiście jestem przekonany, że jeśli poszukiwane cząstki na prawdę istnieją, to zostaną odkryte właśnie podczas tego przedsięwzięcia. Jeśli naukowcy dokonają tego przełomowego odkrycia, to znów pokaże to, że dwie nogi na jakich idzie fizyka (fizyka teoretyczna i doświadczalna) są nie tej samej długości, ale trudno się spodziewać, aby fizyka doświadczalna nadążyła kiedyś nad coraz to nowymi wymysłami fizyki teoretycznej.
     
   To w cytacie Krisa z „Mgazynu Dziennika” znalazło się stwierdzenie „ naukowcy wierzą” z którym polemizowałem.

todevor napisał:

 „Z całą pewnością nauka, nie dąży do potęgi Boga, bo Bóg w religii jest z założenia potężny. Co najwyżej wiedza o świecie, odkrywana za pomocą nauki może stać się tak potężna jak Bóg, lecz takie gdybanie nie ma najmniejszego sensu”.
   
todevorze.

Jeśli odkrycie „boskiej cząstki Higgsa” uznać za „zjawisko”, to „naukowcy” , zgodnie z w/w cytatami „wierzą w zjawisko”. Jeśli uznać, że zjawisko pt. „boska cząstka Higgsa” ma okazać się fizyczne,  to „naukowcy” - fizycy doświadczalni, którzy tego zjawiska poszukują „wierzą w zjawisko fizyczne”, które mają fizycznie, doświadczalnie odkryć.
Czym oni różnią się od teologów? Ano tym, że „naukowcy” - fizycy doświadczalni mają przekonanie, wierzą w istnienie „boskiej cząstki (Higgsa)”, czyli boga mikro, a teologowie wierzą w istnienie Boga powszechnego, czyli Boga makro. Teolodzy mają przekonanie(teoretyczne) o Jego istnieniu  do tego stopnia, że wszystkim to wmawiają i też starają się do Niego dotrzeć. Różne stosują tylko, „naukowcy” fizycy i „naukowcy” teolodzy, metody:
Teolodzy – modły, posty, „odprawianie”, ofiary itp., a fizycy budują tunele, maszyny, urządzenia, i itp. I jedni i drudzy powołują się na doświadczenia. Teolodzy na „cuda”, fizycy na praktykę i sztucznie wywołane efekty.
Jeśli wziąć pod uwagę, że Bóg mikro stworzył  wszystko na obraz i podobieństwo swoje, a Bóg makro stworzony jest z wszystkich cząsteczek mikro, to i jedni i drudzy poszukują tego samego – Boga.
Znając jedną „boską cząsteczkę”  i jej budowę, fizycy poznają Boga powszechnego poprzez tę cząstkę, a teologowie, znając całego Boga powszechnego, będą znali, poznają, jego każdą elementarną boską cząsteczkę, a tym samym, także jedną boską cząstkę elementarną i jej budowę.
Reasumując: Fizycy dążą do poznania od minimum do maksimum, a teolodzy od maksimum, do minimum. I jedni i drudzy dążą do poznania maksymalnego, powszechnego Boga.
I jedni i drudzy, dążąc do poznania Boga na tej drodze, przyczyniają się do Jego trwania, rozwoju i potęgi. Sama wiedza nigdy nie „może stać się tak potężna jak Bóg”, bo jest ona zawsze i zawsze pozostanie, tylko jedną z Jego złożonych  cząsteczek.

todevor napisał:

„Moim osobistym zdaniem, w środowisku naukowym nie ma czegoś takiego jak "wiara" w dane zjawisko. Doszło tutaj do swoistego nadużycia, co nigdy nie powinno mieć miejsca. Naukowcy, co najwyżej mogą zakładać, że ich teoria jest prawdziwa”.

todevorze.

„Założona teoria”, przez tzw. „zwykłego człowieka” jest zwykłym przewidywaniem.
„Przewidywanie”, to raczej termin z pogranicza wierzeń, wróżb, czarów, a nie nauki.  „Założona teoria” przez „naukowców”, jest zwykłą prognozą, która może się sprawdzić za, np. 5, 10, 20, 100 lat, może się sprawdzić w całości, w części, lub nie sprawdzić się nigdy.
Przewidywanie wtedy staje się teorią, kiedy posiada naukowe podparcie. Takim naukowym podparciem każdej teorii fizycznej jest jej model matematyczny. Jeśli prognoza da się przedstawić w postaci działań matematycznych(modelu matematycznego) i te działania pokazują, że są one matematycznie logiczne(model jest trwały, stabilny i niebanalny), to one również będą logiczne, trwałe, stabilne i niebanalne w fizyce. Tak postępują naukowcy, a nie szarlatani, czarodzieje, prognostycy, chciejcy.    
I tu się w pełni z tobą zgadzam: W nauce nie ma czegoś takiego jak wiara.
Powiem więcej: W dziedzinie fizyki nie ma czegoś takiego jak „założona teoria”. Jest albo założenie, które jest prognozą, przewidywaniem,wizją, albo jest teoria, która przestaje być założeniem, prognozą, przewidywaniem, wizją, ponieważ nabiera cech modelu, projektu, planu, szkicu, czyli przybiera konkretną postać fizyczną. Postać fizyczna, to rzecz istniejąca namacalnie, to fakt sprawdzalny, to doświadczenie powtarzalne.
„Założona teoria”, to oksymoron typu „gorące zimno”, „ciemna światłość”, „lekka ciężkość”.
   Model matematyczny dla działań fizycznych, to jak projekt budynku rzeczywistego, który nie może się obejść bez obliczeń, to spis treści książki  w dziedzinie filologicznej, to szkic obrazu w filozofii (sztuka jest filozofią).    
„ Zakładanie”,  że „ich (naukowców) teoria jest prawdziwa” że nie jest wyłącznie „chciejstwem”, oszustwem, marzeniem, „pobożnym życzeniem” może trwać tylko i wyłącznie do momentu, gdy nie zostanie ona zweryfikowana matematycznie. Tylko pozytywna weryfikacja i stworzenie modelu matematycznego daje podstawę fizykom do dalszych, naukowych poszukiwań. Nigdy przekonanie, nigdy wiara, nigdy wizja, bo stają się, automatycznie teologami lub szarlatanami.
Jeśli ich (fizyków) „teoria” zostanie zweryfikowana przez matematykę negatywnie, czym prędzej powinni o niej, jako teorii zapomnieć. Po prostu: nie da się zbudować domu, jeśli nie potrafi się stworzyć jego teoretycznego (w pamięci lub na papierze) modelu; nie da się napisać dzieła literackiego jeśli nie potrafi się stworzyć jego planu; nie da się stworzyć pięknego obrazu, jeśli się nie potrafi zrobić wcześniej jego szkicu. I, nie da się odkryć boskiej cząstki elementarnej, jeśli się nie wie, jak ona wygląda teoretycznie i czego się tak naprawdę szuka.      

todevor napisał:

 „Mało tego, istnieje szereg procedur, które mają na celu upewnienie się, o słuszności danej teorii, czy pojedynczego zagadnienia”.

todevorze.

Moim zdaniem, prawidłowe jest twierdzenie, że „istnieje szereg procedur”  pozwalających oddzielić założenie, przewidywanie, prognozę, wizję, od teorii. „O słuszności teorii” nie decyduje „szereg procedur”, lecz ostateczny sukces,  który został osiągnięty poprzez realizację dzieła zawartego w modelu, projekcie, planie, szkicu, czyli razem, w teorii.
Dla fizyków pierwszą procedurą musi być zawsze próba stworzenia modelu matematycznego, planu dla filologów, i szkicu dla filozofów. Jeśli się nie uda dobry model, jeśli się nie ułoży dobrego planu, jeśli powstanie kiepski szkic, to nie uda się nic. Dopiero, jeśli uda się model, uda się plan, uda się szkic, to uda się wyrób, uda się dzieło, uda się sztuka.
Często bywa tak, że tworząc teorię, stosuje się różne niedozwolone „triki”. Tworzy się np. różnego rodzaju „stałe”, dla wypełnienia luki w teorii. „Stałe” w teorii, to faktycznie oznaki słabości  tej teorii, które sytuują ją w kręgu założeń, prognoz, przewidywań, wizji, tak naprawdę, poza granicami teorii. W strefie oddziaływań Wszechświata, gdzie panuje fizyka, „stałe” nie występują, a ich występowanie w teorii i modelu dyskredytuje model, i daje sygnał, że dzieło powstałe na tej „teorii” i na podstawie tego modelu nie będzie sukcesem. Niestety, tym słabościom ulega także matematyka(syndrom zera).
Od naukowców można wymagać, a i oni sami od siebie mają prawo wymagać, aby swe wytwory poprawiali, lub „wyrzucali do kosza” jeszcze na etapie projektowania,  planowania, modelowania, szkicowania, i nie tworzyli  teorii wadliwych,  błędnych, naciąganych, sztucznych, które faktycznie teoriami nie są, lecz są  prawdopodobieństwami teorii. Lepiej nie podejmować się realizacji dzieła na podstawie  prawdopodobnych teorii, niż narażać siebie na miano twórcy błędnej teorii, innych na budowanie bez sukcesu na podstawie błędnej teorii  i dzieł z góry skazanych na porażkę. Takie błędne teorie, czy to fizyczne, czy filozoficzne na długie wieki potrafią „wpuścić w „ciemny tunel” całe gałęzie nauki i wielu naukowców, którzy nieraz przez całe swe naukowe życie błądzą szukają z niego wyjścia.
   
todevor napisał:

 „O tym, że nauka i religia nie może współistnieć, całkowicie się zgadzam”.
„ Moim zdaniem, nie ma miejsca w nauce na religie, jak i na odwrót, w religii nie ma miejsca na naukę”.

todevorze.
Moim zdaniem,  trzeba to uściślić:
Nauka i religia współistnieją, na dodatek w jednym układzie współrzędnym, o czym wspomniałem na początku. W tym układzie, ich współistnienie, wynika z ich wspólnego początku: ta sama wspólna pierwsza cząstka elementarna Wszystkiego – pierwszy raz, której odzwierciedleniem jest np. zero w układzie współrzędnym. One mają wspólny początek, lecz ich drogi się rozchodzą w przeciwnych kierunkach.
Nauka i religia  nie mogą współistnieć jedna w drugiej(tu się zgadzamy)właśnie dlatego, bo ich drogi się rozchodzą ( w przeciwnych kierunkach).  A to zupełnie co innego.
One, mimo że zmierzają w przeciwnych kierunkach, a ich drogi się rozchodzą, to zmierzają do tego samego celu, wszak „wszystkie drogi, (także te skierowane przeciwnie) prowadzą do Rzymu”. Jednakże po dojściu do tego celu, one stworzą jeden wspólny front i na tym froncie się ze sobą  zderzą. To wojna o racje, o prawdę o prawo. To wojna o pierwszeństwo dostępu do Boga. Wszyscy w tym wyścigu uczestniczą, niezależnie od tego, czy chcemy, czy nie, czy mamy tego świadomość, czy nie.  

todevor napisał:

„Zakładasz(filemonie) od razu, że matematyka jest językiem opisu otaczającego nas świata, i jeżeli czegoś nie można opisać za pomocą matematyki to, to nie istnieje. Twoje założenie jest jak najbardziej błędne. Matematyka jest językiem dla naukowców, fizyków. Tak jak dla ciebie język polski, służy do opisu przedmiotów, uczuć, itp. Nie które działy matematyki opisują rzeczy, które są abstrakcją. Dopiero poprzez nadanie im pewnej wartości przez człowieka stają się użyteczne. Wiedz, że język nie stanowi ograniczenia, jeżeli czegoś w nim nie ma, szybko można to uzupełnić, tak jak w języku polskim zapożycza się niektóre słowa lub tworzy się nowe. Zobaczymy to także z drugiej strony. Wszechświat nie potrzebuje matematyki do opisu swojego bytu, sam opis jest mu zbędny. Jeżeli ma dojść do jakiegoś zjawiska, i tak do niego dojdzie, nie ważne czy ktoś to opisał czy nie. Jedynie człowiekowi jest to potrzebne do zrozumienia”.

todevorze!

To trudne do opisania i zrozumienia zagadnienie, jak Bóg maksymalny i jednocześnie banalnie proste, jak bóg minimalny. Problem polega na tym, że ludzie myślą wyuczonymi schematami, stereotypami. Spróbuj się wznieść ponad te stereotypy i pomyśl, że może być coś większego niż Wszechświat. To „coś większego niż Wszechświat”, moim zdaniem, nazywa się: Wszystko.      
Wyobraź sobie teraz, że to Wszystko, to materia podobna do śniegu, lub powietrza, tylko miliardy miliardów razy drobniejsza. Może się ona  nazywać np. eter. Eter składa się z cząstek elementarnych tak minimalnych jak np. jedna elementarna cząsteczka twej świadomości. Jedna cząsteczka twej świadomości, filozoficzna cząsteczka, może nazywać się byt elementarny.
Ta sama cząsteczka, w języku matematyki może nazywać się raz (i tak się w rzeczywistości nazywa).
Jeśli teraz uświadomisz sobie, że Wszystko, od minimum, do maksimum, składa się z samych razów, tylko i wyłącznie z razów, od pierwszego razu, aż po ostatni raz, to będziesz wiedział, że i Wszechświat, i Ludzkość i Bóg są stworzeni z tej samej elementarnej boskiej cząstki, - nie Higgsa, lecz filemona, który ją odkrył, której istnienie Ci objaśnia, która nazywa się RAZ. Wszystko, Wszechświat, Ludzkość i Bóg, to razem ABSOLUT. Absolut poczęty został, zaistniał wraz z pierwszą cząstką elementarną Absolutu, którą był Pierwszy RAZ.  
Jeżeli Absolut składa się z tych matematycznych cząstek, czyli razów, to znaczy, że Absolutu jest dokładnie tyle i takiego, ile jest razów i ich konfiguracji. To znaczy także, że Absolut złożony z matematycznych razów, cały jest matematyką! To znaczy także, że nie istnieje jedna maksymalna liczba możliwa do wyobrażenia w danym momencie w skali Absolutu, ponieważ razów w każdym momencie (patrząc z punktu widzenia człowieka)przybywa nieskończenie wiele. Wystarczy sobie  wyobrazić ile elementarnych razów przybywa w jednej sekundzie dla rozszerzenia się Wszechświata, który nie jest jedynym i najrozleglejszym bytem Absolutu.
Absolut  jest matematyką, jest matematyczny jest policzalny, jest matematycznie plastyczny, jest  maksymalnym modelem matematycznym. Tylko Ludzkość  ciągle nie potrafi poznać jego złożoności i zrozumieć do końca. Ludzkość rozumie i korzysta tylko z niewielkiego fragmentu  potężnej matematyki – Absolutu.  Poznać i zrozumieć absolutne Wszystko, jest równoznaczne z poznaniem i zrozumieniem całej matematyki, a to jest równoznaczne z całkowitym poznaniem i zrozumieniem Wszechświata, Ludzkości i Boga od minus do plus nieskończoności.
W tym problem. Jeśli znasz jeszcze inne maksymalne byty ponad Absolutne Wszystko, Wszechświat, Ludzkość i Boga, to się pochwal. Tylko bytów ponad Absolutnych „nie można opisać za pomocą matematyki”. Ich istnienia wykluczyć  się całkowicie jednak nie da. Może  za jakiś czas okaże się że, istnieje kolejna, zupełnie inna, druga matematyka opisująca podobne do naszego, lecz drugie byty, które są odrębne od naszego Absolutu? Moim zdaniem, istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że inne Absoluty mają rację bytu, istnieją. Do takiego wniosku można dojść obserwując złożoność naszego Absolutu. Między naszym Absolutem, a absolutem Jemu równorzędnym, drugim Absolutem, może istnieć przestrzeń zewnętrzna, której nie znamy, której nie rozumiemy, przestrzeń nie do pokonania nawet świadomością, taka, jaka istnieje między jednym, a drugim człowiekiem. W końcu każdy jeden człowiek, to także w pewnym zakresie Absolut np. dla  elementarnej komórki białkowej swego organizmu.  
Język matematyki służy do opisu i policzenia Wszystkiego. Do opisu  Wszechświata służy język fizyki, który ja nazywam metrią. Metria, to mierzenie i ważenie. Istnieje jeszcze język Geo. Językiem Geo zakreśla się, wykreśla , określa  policzone, zmierzone i zważone  razy.  Stąd geometria i matematyka są praktycznie nierozłączne i razem służą do opisu fizycznego Wszechświata.
Do opisu świata  Ludzkości, który jest odrębnym bytem od Wszechświata, bytem filologicznym służy język filologii, którego częścią jest język Polski.
Do opisu Boga służy naukowy język filozofii, oraz religijny język teologii.
Oczywiście, te języki są pomieszane w jednym bycie, którym jest Absolut. Stąd używamy tych języków naprzemiennie, równolegle, według uznania i potrzeb. Ponieważ rozwijają się poszczególne byty Absolutu, stąd też rozwijają się poszczególne języki poszczególnych bytów,  rozwija się język całego Absolutu, a ten rozwój nigdy nie będzie miał końca dokąd żył będzie i rozwijał się, nasz Absolut.
Po zejściu na niższy poziom abstrakcji,  łatwiej zrozumieć można, że cząstka elementarna – raz, jest cząstką złożoną z kilu końcówek, zwanych dziedzinami, z których każda ma swój język.
Te języki, podobnie jak dziedziny z których się wywodzą, są równorzędne względem siebie i symetryczne. Dlatego, tak samo dobrze każdym z nich można opisać otaczające nas Wszystko. To są takie same, lecz nie te same języki. One się doskonale uzupełniają i rozwinęły się w różnych dziedzinach różnie; w jednych są sprawniejsze, w innych mniej sprawne, w jednych dziedzinach są szybsze, w innych wolniejsze, jedne są mniej skomplikowane, inne bardziej. Generalnie są tak rozwinięte w ludzkości, jak rozwinięta jest cywilizacyjnie ludzkość w danej dziedzinie. Tak samo jest z poszczególnymi ludźmi: Na tyle posługują się konkretnymi językami, na ile je poznali i na ile im służą.  
 
 todevor napisał:

 „Mam teraz takie pytanie: jakie to ma znaczenie ile czasu dają sobie naukowcy na zrozumienie danego zagadanie? Odpowiedz brzmi bardzo prosto: żadne. Równie dobrze mogą sobie dać 25 lat, 30 ... to nie ma znaczenia. Ważne jest to, że cokolwiek w tym kierunku robią. W tych czasach, oczekiwanie jednoznacznej kompletnej odpowiedzi na temat wszechświata w fizyce jest pomyłką, ponieważ nie uzyska się odpowiedzi. Takiej jak jest to np. w Biblii, w przypadku stworzenia świata. Ludzie, są dopiero na początku drogi prowadzącej do wiedzy o wszechświecie. Nawet powiedział bym, że jesteśmy bliżej niż dalej”.

todevorze.

Chodziło mi o to, że naukowcy, którzy posiadają konkretną teorię, zatem model, plan lub szkic wiedzą konkretnie do czego zmierzają i jak to modelowo, planowo, szkicowo, czyli teoretycznie wygląda. Posiadając taką teorię są w stanie  na podstawie tej teorii wyliczyć,( czyli stworzyć  model postępowania zgodny teorią zasadniczą), który prowadzi do osiągnięcia celu, a następnie sukcesu z tym celem związanego. Zatem, skoro wiemy jak coś teoretycznie wygląda, to wiemy czego szukamy i gdzie szukamy.  Jeśli tak, to opracowujemy  teoretyczną drogę i zapisujemy ją (tworzymy model) dojścia do tego czegoś.
To pozwala mieć, razem, całościową, modelową koncepcję złożoną z teorii do osiągnięcia sukcesu w danym przedsięwzięciu. W takim wypadku, będąc fachowcami na wysokim szczeblu, a za takich uchodzą naukowcy, nie „dają sobie dowolnej ilości czasu”, np. „15 lat na stwierdzenie, czy boska cząstka Higgsa  w ogóle istnieje”, lecz mają określony plan postępowania wynikający z teorii, która jasno zakreśla, którą drogą postępujemy, jakimi etapami, ile czasu nam to zajmuje, kiedy i jaki wynik osiągniemy, jakie do tego niezbędne i w jakich ilościach środki zaangażujemy. To jest nauka.
Robienie „cokolwiek”, aby tylko robić, w ciemno,  to nie licuje z godnością -  Naukowiec. To postępowanie godne wizjonera, cudotwórcy, szarlatana, wróżbity; to marnotrawienie sił i środków ludzkich, które z powodzeniem można by zużyć z większym pożytkiem, choćby zapobiegać wojnom, czy głodowi. Niestety. Mam niebezpodstawne podejrzenie, że teorii odnalezienia „boskiej cząstki Higgsa” fizycy nie posiadają, bo nie przedstawiają modelu zbudowanego na tej teorii, i dają sobie 15 letni czas, nie informując jakie etapy przewidują co planują osiągnąć na poszczególnych etapach. To postępowanie w ciemno.    
   Ludzkość o Wszechświecie może dowiedzieć się więcej i szybciej( niż przypuszczasz), na podstawie odkryć filozoficznych, niż doświadczeń fizycznych. Czytając ten tekst, doświadczyłeś niewielkiej próbki tych odkryć i związanych z nimi wiedzy.
To co zapisane jest w Biblii, daleko przekroczyło zakres wiedzy o Bogu powszechnym, w porównaniu z tym, co napisane jest  o nim na razie, w podręcznikach fizyki i encyklopediach.
A wiedza o Bogu jest równoznaczna z wiedzą o Wszechświecie i Ludzkości, o Absolucie.
Problem w tym, że ci, co nam Biblię napisali oraz Ci, którzy nam ją interpretują i skłaniają do wiary, sami Biblii do końca nie rozumieli i nie rozumieją. Oczywiście, nie zgadzam się z tezą, że „jesteśmy na początku drogi” w poznaniu Wszechświata.  Jako ciekawostkę powiem, że np. już starożytni naukowcy, filozofowie - fizycy stworzyli prawidłowy model Wszechświata, który współcześni naukowcy określili jako „ komputer stworzony przez starożytnych wyprzedzający naszą epokę”, lub też mechanizm naśladujący idealnie obroty planet w naszym Układzie słonecznym. Tą „maszyną – komputerem” wyprzedzającym naszą epokę przez starożytnych, jest Mechanizm z Antikythery, odnaleziony na morzu Śródziemnym, koło greckiej wyspy Antikythera.

todevor napisał:
„Mój argument na część twojej wypowiedzi jest bardzo prosty. Nie mam bladego pojęcia o jakiej cząstce mówisz. Niby jak można wywnioskować istnienie cząstki poprzez sumę wszystkiego, także filologi, która de fakto nie zajmuje się badaniem cząstek. Mówisz, że jest stworzona kropek kresek, zakrętasów, po czym przechodzisz do litery, a na koniec słowa. To czym ona w końcu jest? Literą, czy słowem? Czy może składa się z liter tworząc słowo? Jeżeli tak, to wybacz, ale słowo nie jest cząstką. Nie w pojęciu, które znam. Nie które z twoich założeń być może istnieje tylko w twojej wyobraźni?”
Powyżej już trochę o tej, odkrytej przeze mnie nie tylko boskiej, ale absolutnej cząstce elementarnej trochę napisałem. Aby omówić precyzyjnie, całościowo i zrozumiale temat pt. „ cząstka elementarna Absolutu” musiałbym prowadzić wykład  przynajmniej przez jeden semestr osobno dla studentów z dziedziny matematyki, fizyki, filologii i filozofii. Razem, to cztery semestry wykładów co najmniej dwa razy w tygodniu, po dwie godziny. To minimum. To zagadnienie jest tyleż banalne, co skomplikowane(jak cząstka elementarna i  Absolut), niemniej wymaga trochę więcej miejsca i czasu. Dlatego rozumiem, że nie rozumiesz. Dlatego zrozum, że przeskakuję od kropki poprzez „zakrętasy” do dzieła literackiego, od punktu do geometrii, od razu do liczby nieskończenie wielkiej, którą można sobie wyobrazić,, od człowieka do Boga. Mimo to, jeszcze raz napiszę, że jest to „coś” tak minimalnego, fizycznie,  jak elementarna cząstka czasu, jak minimalna cząstka energii, jak minimalna cząstka masy, jak minimalna cząstka przestrzeni; teologicznie, to jak minimalna cząstka duszy, miłości, ducha, boga;  filologicznie, to jak minimalna kropka, (kropla) uczucia, przyjaźni, braterstwa; geometrycznie, to jak  minimalny obwód, minimalne wnętrze, minimalne pole i minimalna figura; filozoficznie, to jak  minimalny byt, minimalna natura,  minimalna istota i minimalna postać; matematycznie, to minimalny raz.
Tym wszystkim naraz, i tym wszystkim z osobna jednocześnie, jest jedna jedność, którą jest cząstką elementarną Absolutu.  Ta cząstka jest jednocześnie geometryczna, matematyczna, fizyczna, filologiczna i filozoficzna. Każda z maksymalnych cząstek Absolutu posiada oczywiście swą odrębną cząstkę elementarną. Każda z nich złożona jest z elementarnej cząstki Wszystkiego, czyli razu. I tak przypomnę, cząstką elementarną Wszystkiego jest raz, cząstką elementarną Wszechświata złożoną z razów jest atom, cząstką Świata Ludzkości złożoną z atomów jest białko, a cząstką elementarną Boga złożoną z razów, atomów i białka jest osobny człowiek. Proszę pamiętać, że zanim nie zaistniał człowiek i ludzkość pojęcie Boga także nie istniało. Cząstką elementarną Absolutu jest Ludzkość złożona z razów, atomów, białek,  i osobnych ludzi.
Jeśli tę cząstkę elementarną Wszystkiego, która jest cząstką uniwersalną Absolutu rozpatrywać będziemy,  pod kątem filologii, jako cząstkę filologiczną, to będzie ona kropką, kroplą znajomości, przyjaźni, braterstwa, miłości. O tym mówią dzieła filologiczne stworzone z tych cząstek-  kropek, z których powstają literki, z nich słowa i zdania, fragmenty, działy , rozdziały i tomy. Taki jest ciąg logiczny filologii, od cząstki elementarnej, aż po najwyższe filologiczne dzieła.
Można tę cząstkę rozpatrywać fizycznie: suma czasów zawartych w każdej jednej cząstce elementarnej Wszechświata daje nam całkowity czas  trwania Wszechświata. Podobnie jest z Jego energią, masą przestrzenią, która jest sumą płaskich cząstek elementarnych fizycznych polowych, czyli płaskich. itd. itp.  
Reasumując: Masz rację. Większość tych pojęć istnieje na razie, tylko w mojej świadomości (świadomość, to wyższy poziom wyobraźni). Jestem pierwszy, który to odkrył i publikuje. Pierwszy, to Prekursor. Prekursor, to taka osoba która jest „przed kursem”, czyli przed powszechnie obowiązującą świadomością, tendencją, trendem, nauką. Np. prekursorem w dziedzinie astronomii był Mikołaj Kopernik, a w dziedzinie fizyki, np. Maria Skłodowska – Curie. Taki prekursor w wielu dziedzinach jednocześnie, dzięki swemu uniwersalnemu odkryciu nazywa się prorok. Takim prorokiem był Jezus z Nazaretu, który odkrył trójcę, nazwaną później świętą. Taki prorok trafia się ludzkości raz na dwa tysiące lat i wchodzi do panteonu Boga.  
todovor napisał:
 „Powtarzam jeszcze raz Fizyka, że swojej natury zajmuje się badaniem świata. Nie ma ustępstw od normy. Podobnie jest z każdą nauką przyrodniczą. Nie mam pojęcia (znowu?) o jakich dziwadłach naukowych mówisz. Nauka bada świat, nie może zrobić czegoś z niczego. Wszystko ma swoja przyczynę i skutek”
todevorze.
Muszę to uściślić. „Fizyka ze swej natury” nie  zajmuje się badaniem np. Świata Ludzkości. Badaniem Świata Ludzkości zajmuje się dziedzina zwana Filologią. W skład  Filologii wchodzą inne nauki niż tzw. nieścisłe, czyli nauki rozwlekłe związane z językiem np. socjologia, antropologia, politologia i różne językoznawstwa, zwane filologiami. „Fizyka ze swej natury” zajmuje się wyłącznie Wszechświatem, czyli Wszystkim, czego cząstką elementarną jest atom. I  fizyka zajmuje się Światem Ludzkości tylko w jego części związanej z atomem, czyli rzeczowej. Inaczej powiemy, że fizyka zajmuje się  rzeczywistością. Nie zajmuje się fizyka oczywistością czyli Zwierzęcością i Człowieczeństwem w części białkowej i Ludzkością w części bytowej, emocjonalnej, rozumowej oraz świadomościowej czyli, razem filozoficznej. Ten podział wynika z czwórpodziału Absolutu(Wszystko, Wszechświat Ludzkość Bóg) i czwórpodziału dziedzin Wiedzy( matematyka, fizyka, filologia i filozofia).  „ O takich dziwadłach” mówię.    
todevor napisał:
„Proponuje jednak koledze przeczytanie porządnie książki do fizyki, opracowań czegokolwiek. To co wyżej napisałeś jest co najwyżej warte, właśnie pseudonauce”.
todevorze.
 „Istnieją takie rzeczy o których się filozofom nawet nie śniło”. Do takich rzeczy należało np. odkrycie Kopernika, o którym wspomniałem, do takich rzeczy należało odkrycie przez Jezusa z Nazaretu trójcy, nazwanej świętą. Szczególnie symptomatyczny jest tu przykład właśnie Jezusa, człowieka prostego, biednego, niewykształconego, który dzięki swemu odkryciu był w stanie nauczać w świątyni „uczonych w piśmie”, czyli dzisiejszych naukowców. Takie cuda się zdarzają, że nienaukowiec odkrywa coś, o czym naukowcy nie mają tzw. „zielonego pojęcia”, a co jest w stanie „przewrócić świat do „góry nogami”. Takim przypadkiem uniwersalizmu naukowego, odkrycia mającego wpływ na każdą dziedzinę Wiedzy i Wiary był prorok Jezus z Nazaretu.  Wiem, że skoro stwierdzę, że swoje odkrycie stawiam na równi, albo i wyżej, niż warte było odkrycie naukowe Jezusa z Nazaretu, to zostanę posądzony dokładnie o to samo, o co posądzony został Jezus z Nazaretu: pychę głupotę, chorobę, próbę zagarnięcia „królestwa” i władzy. Wynikiem takiego posądzenia może być tylko fałszywy sąd i ukrzyżowanie.  Przed taką tragedią broni mnie twoja wypowiedź „ Proponuję koledze przeczytanie porządnie książki do fizyki”. Cóż ona w gruncie rzeczy znaczy? Ano: Zapomnij o tym co odkryłeś, wracaj na stare, utarte, choć zawiłe i kręte, ale bezpieczne ścieżki wiedzy. Tylko tyle. I aż tyle. Dziękuję. Nie skorzystam.
Skorzystam natomiast z okazji i zapowiem Rewolucje Naukową, i Społeczną które nastąpią w najbliższym czasie, których początkiem jest odkrycie cząstki elementarnej Absolutu, które niniejszym ogłaszam. Te rewolucje rozpoczną się na dobre wraz z docieraniem do świadomości Ludzkości tego odkrycia i jego konsekwencji.
todevor napisał:
„Właśnie jesteś w dużym błędzie mówiąc, że ludzie z jednej dziedziny uzurpują sobie wiedzę. Nie jednokrotnie właśnie dziedziny wzajemnie się uzupełniają. WIEDZA JEST ZA DARMO wystarczy tylko po nią sięgnąć. Każdy człowiek jest wolny może podążyć którąkolwiek ze "ścieżek". Chcesz zostać naukowcem, odkrywać cząsteczki proszę bardzo NIKT CIE TEGO NIE BRONI. Pytanie: o jakim świetle mowa w tym tunelu bo nie bardzo rozumiem? „
todevorze.
Oczywiście że wiedza jest za darmo, podobnie jak logika, prawo, prawda i wystarczy po nie sięgnąć. Pytanie jest tylko, dlaczego nie wszyscy jednakowo umiejętnie i skutecznie po te wartości sięgamy. Nie do końca mogę się zgodzić z tezą, że „każdy człowiek jest wolny i może podążać którąkolwiek ze ścieżek” Każdy człowiek jest w dużej mierze zdeterminowany właśnie tym, z „jakiej gliny jest ulepiony”, czyli, mówiąc naukowo, z jakich cząstek elementarnych i w jakich okolicznościach został stworzony, oraz, jako zespół tych cząstek, jedność - z tych cząstek złożona - gdzie się znajduje(środowisko) i jak się ( w tym środowisku) obraca. Na świadomy wybór każdej jedności stworzonej z atomów pozostaje stosunkowo niewiele miejsca. Prawdą jest, że ludzkość posiada największy zakres samostanowienia ze wszystkich stworzeń. Wiedział o tym już Jezus z Nazaretu dzięki swemu odkryciu, kiedy mówił: „Boże, jeśli muszę, to wypiję ten kielich goryczy”. Tak więc, Człowiek jest bardziej zdeterminowany niż świadomy i raczej podąża „za głosem swego stworzenia” które ma w sobie, czyli za głosem swej natury, niż raczej za głosem tylko i wyłącznie swego rozumu. Dlatego nie sięga „pełnymi garściami po wiedzę, logikę, prawo i prawdę, które są za darmo, lecz są odrębnymi, trudno przyswajalnymi przez naturę bytami.  Gdyby było inaczej wystarczyłoby raz powiedzieć, żeby kierowcy nie przekraczali prędkości na drodze, to nie będą mieć wypadku, i wszyscy by tak postępowali. A dzieje się tak, że mimo codziennego wielokrotnego powtarzania tej prawdy i wiedzy, wypadki ciągle się zdarzają, a kierowcy prędkość nagminnie przekraczają. Dlaczego nie korzystają z rozumu? Nie chcą żyć?. Chcą, tylko determinacja natury jest silniejsza od rozumu. No cóż rozum, to organ w powijakach Absolutu, a natura, to jego odwieczna, druga potęga. Ja tylko jeszcze raz podkreślę. Naukowcy są jak pociągi mknące do przodu po jednym torze. Każda dziedzina to jeden tor. Bywa, że dzięki zwrotnicy oni się przemieszczają i mkną po dwu, a nawet kilku torach równolegle (lecz nie jednocześnie).Można przegonić ich balonem, nie znając zupełnie zagadnień związanych z budową i obsługą pociągu. Lecąc balonem, jest się bliżej Słońca, które jest światłością ( zaczynam mówić porównaniami, które w epoce Jezusa nazywały się przypowieściami).  
todevor napisał:
 „Na koniec najlepszy rodzynek. Oto przejście z fizyki do kompletnie innego świata, który jak miewam nie rządzi się żadnymi prawami, prócz Boskich. Na koniec z góry chciałbym przeprosić za wręcz szydercze perswazje, w niektórych częściach mojej wypowiedzi. Z góry chciałem także przeprosić, jeżeli uraziłem czyjś system wierzeń. (Choć być może zrobiłem to specjalnie). Jedynym usprawiedliwieniem może być mój system obronny, który za wszelką cenę chce bronić swojego poglądu na świat”.
todevorze.
Jak napisałem wyżej, Absolut, to „jeden świat” w którym jest miejsce dla takich czterech światłości jak Wszystki – byt, Wszechświat – byt, Ludzkość – byt, Bóg – byt. Absolut, tak naprawdę, to nie „jeden świat”, tylko Jedna Światłość złożona z czterech w/w świetnych bytów. Każdy z tych bytów ma swoją odrębną naturę. Naturą Wszystkiego jest matematyka, naturą Wszechświata jest fizyka, naturą Ludzkości jest filologia, a naturą Boga jest filozofia. Jeden byt i jego jedna natura razem, mają swoją jedną istotę. Istotą Wszystkiego bytu jest raz, istotą Wszechświata jest atom, istotą ludzkości jest białko, istotą Boga jest człowiek. To razem jest jedno i to samo, czyli Absolut. Absolut, to „jeden świat” w gruncie rzeczy, stąd i wiara i wiedza to, także „jeden świat” w wymiarze absolutnym. Cały Absolut rządzi się jednym i tym samym prawem, jedną prawdą i jedną logiczną zasadą. Ta logiczna zasada rządząca absolutnie Wszystkim, Wszechświatem, Ludzkością i Bogiem, całym Absolutem, to Jedna Logiczna Zasada Jednego Razu, która mówi: Absolut, Wszystko, Wszechświat i Ludzkość jest Raz!!! Słusznie zatem zauważyła Wisława Szymborska w swym wierszu, że „Nic dwa razy się nie zdarza”. Dodam tylko: W naszym Absolucie.  Warto nieraz sfolgować swój „system obronny” i otworzyć się na  Światłość.
Tytuł: Wielki Zderzacz Hadronów - wiedza, czy wiara?
Wiadomość wysłana przez: Gwahyr w Marzec 11, 2009, 11:58:49 am
filemon, zawsze jak coś napiszesz, to mi wstyd jest odpisywać, bo napisałes tego tyle, tak bardzo sie starałes i nawet chciałes to logicznie ułozyc, złożyc w jedna całość prawie byłes blisko, ze nabrało sensu to co piszesz, szkoda, ze merytorycznie nie ma to żadnego zwiazku ze światem realnym.
Więcej w tym filozofi i hipotez niż jakichkolwiek realnych porównań.
Twierdzenie, ze Jezus zrobił furore na objawieniu trójcy świętej, to jakiś tylko Twój wymysł, bo jeśli widzisz w Jezusie jedynie teorie Trójcy jako tej, dzięki której się zmieniły losy świata, to nie czytasz Biblii i mówisz kompletne bzdury.
(Napisze jedynie dla wyjasnienia, bo nie ma to nic wspólnego z tematem:
Jezus zmienił losy świata tylko i wyłącznie swoją ofiarą, jego nauki były wypełnieniem Starego Testamentu.)

Cytat: filemon
Jak napisałem wyżej, Absolut, to „jeden świat” w którym jest miejsce dla takich czterech światłości jak Wszystki – byt, Wszechświat – byt, Ludzkość – byt, Bóg – byt. Absolut, tak naprawdę, to nie „jeden świat”, tylko Jedna Światłość złożona z czterech w/w świetnych bytów. Każdy z tych bytów ma swoją odrębną naturę. Naturą Wszystkiego jest matematyka, naturą Wszechświata jest fizyka, naturą Ludzkości jest filologia, a naturą Boga jest filozofia.

Tylko tyle nauk wymieniłeś, bo tylko tyloma się interesujesz, czy jeszcze jakaś by się znalazła na doczepke? zawsze można cos wymyśleć i dodać, sensu stracić nie moze, bo to sensu nie miało nigdy. Wymyśliłes to sam prawdopodobnie, obtoczyłeś to w piórka i wydaje Ci się, że to moze latac, ale niestety nie wszytsko co ma pióra jest w stanie latać., tak wiec i nie wszystko co jest obrane w górnolotne słówka i banalne nauki ma jakikolwiek przekład na świat realny.
 Co do reszty filemon która opisywales, wydaje mi się to zbyt proste i zbyt hipotetyczne aby mialo jakiekolwiek pokrycie w nauce, ale ok, nie znam sie na tym zbytnio.

Pozdrawiam
Tytuł: Wielki Zderzacz Hadronów - wiedza, czy wiara?
Wiadomość wysłana przez: todevor w Marzec 11, 2009, 10:12:54 pm
Drogi filomonie. Bardzo się Ciesze że podjąłeś się polemiki ze mną. Mimo to szybko ją zakończę. Obaj wiemy, że ani Ty ani Ja nie znajdziemy porozumienia. Niestety nie jestem w stanie zrozumieć Twoich argumentów, ponieważ wydają się dla mnie irracjonalne. Chodzi mi o całą sprawe z cząstką Absolutu. Myślę, że twoje odkrycie, a raczej twoja wizja świata jest ciekawa, ale tylko dla ciebie. Żałuję, że nie możesz mi tego przedstawić w logiczny sposób. Moglibyśmy tak rozmawiać przez bardzo długi czas, lecz obawiam się, że doprowadziło by to nas donikąd. Tym myślę zakończyć, pozdrawiam.
Tytuł: Wielki Zderzacz Hadronów - wiedza, czy wiara?
Wiadomość wysłana przez: filemon w Marzec 13, 2009, 10:33:55 pm
Gwahyrze.
Trudno jest ująć tak fundamentalne i maksymalne byty jak Wszystko, Wszechświat, Ludzkość i Boga, czyli Absolutne Wszystko w jednym poście, żeby to miało wstęp, rozwinięcie, wnioski, podsumowanie itp., było zrozumiałe dla wszystkich i krótkie jak notatka. Można to zrobić tylko językiem matematyki. Wtedy będzie krótkie. Lecz bez dodatku opisu językiem filologii z dodatkiem filozofii, także nie będzie  do pojęcia przez wszystkich. Zdaje się, że jesteś zwolennikiem teologii. Przypomnij sobie, że Nowego Testamentu także nie napisano za życia Jezusa. Dlatego, że niewielu rozumiało to, co On im przekazywał. Zauważ także, że On nie mówił wprost, krótko i jednoznacznie. Świadczy o tym Biblia, jej objętość. On tłumaczył, wyjaśniał, udowadniał, przez kilka lat i nie powiodło Mu się to do końca.  Gdyby Jego odkrycie można było wyjaśnić za pomocą jednej prelekcji, toby ją wygłosił. Z resztą wygłosił ją np. podczas nauczania mędrców w świątyni i nie został zrozumiany. Gdyby został zrozumiany, został by wybitną osobą w swoich czasach, nie powstałaby Biblia, a Jezus nie zostałby ukrzyżowany. Niestety, nawet po wyjaśnieniu mędrcom -uczonym swego odkrycia, swej nauki, którą tylko On posiadał w swojej głowie, nikt nie chciał z nim rozmawiać, nikt nie mógł jego mądrości zrozumieć i docenić.   Po prostu. To co odkrył Jezus, co Jezus zrozumiał, to było nie do pojęcia przez nikogo z Jemu współczesnych. W tej sytuacji Jezus zmuszony był uciec się do forteli  przykładów, doświadczeń, porównań, opisów – form bardziej rozwlekłych, ale łagodniejszych, podawanych w bardziej dostępnych dawkach. Te przykłady, porównania z życia wzięte, to przypowieści, a przykłady praktyczne, to cuda. Cuda dla tych, którzy Go słuchali, i nie rozumieli tych cudów praktycznego podłoża. On te cuda rozumiał, bo wyprzedzał epokę i je objawiał. To tak, jakby dzisiaj do dzikiego plemienia amazońskiego pójść z niewielką ilością ciasta i dodać do niego drożdży. Z małej ilości powstanie go tyle, że wyleje się z dzieży. Toż to na ich oczach pokarm się rozmnoży. W oczach tego plemienia, będzie to cud. Cud, który ma podłoże w różnicy świadomości.
Jezus wielokrotnie skarżył się na opuszczenie i samotność. To opuszczenie i samotność Jezusa nie wynikała z tego, że nie miał wokół siebie ludzi mu życzliwych, bo miał. Samotność Jezusa wynikała z tego, że nikt nie rozumiał tego, co On ma swoim bliskim, i otaczającym Go tłumom do powiedzenia, do przekazania. On nie miał z kim, mimo otaczających Go ludzi, „normalnie pogadać” o tym, co wie, i jakie to ma znaczenie praktyczne dla ludzi. Nikt nie rozumiał istoty jego odkrycia – trójcy i jedności Boga w tej trójcy. Tę istotę Jezus mógł powiedzieć i przekazać w trzech, czterech  zdaniach, i aż palił się do tego. Zależało mu na tym, bardzo, by zbawić świat, zbawić ludzkość, by ludzkość zrozumiała Boga. Trafiał „głową w mur”: Nie mógł doczekać się inter leku tora, bratniej duszy, zrozumienia, należnego  mu uznania, zasłużonej chwały za życia. To Jego wielki,  osobisty dramat. On dokonał wielkiego odkrycia, i nic. Tymczasem, różnego rodzaju „zwykli” uczeni, będący w stale w nurcie nauki, mimo że nie odkryli niczego szczególnego, pławili się w sławie i dobrobycie. Jezus odkrył i zrozumiał byt, naturę  i postać( trójca) Boga. Zrozumiał i dążył do tego, by zrozumieli to odkrycie wszyscy, aby wszyscy z tego odkrycia czerpali „pełnymi garściami”. To było tak wielkie odkrycie, że wystarczyłoby dla wszystkich ludzi, nikomu by nie brakło, także Jemu, Jezusowi. Poznanie tego odkrycia i umiejętne czerpanie z niego jest równoznaczne z otwarciem bramy Raju. Dlatego Jezus nie obawiał się, że mu czegoś ubędzie, jak się ze wszystkimi swym odkryciem podzieli. To tak, jakby wszystkie skarby i nakłady na naukę mieć dzisiaj w każdej jednej kieszeni każdego jednego człowieka. Jezus miał to w garści. Dlatego tak usilnie nauczał, nie wziął sobie żony, nie założył rodziny. Jego rodziną była ludzkość, jego żoną, nauka.
 Niestety, za jego życia nie zrozumiał tego nikt. Po Jego śmierci ( zdaje się że kilkadziesiąt lat) spisano Nowy Testament. Wielcy mędrcy, filozofowie od Boga powszechnego, czyli maksymalnego, zwani teologami zaczęli rozpracowywać Jego nauki i wiązać je z faktami z Jego życia. Interpretowali te przypowieści i fakty z nimi związane różnie, w zależności od swego poznania, zrozumienia, środowiska, charakteru po to, aby utrwalić Jego spuściznę i Jego zrozumieć. Okazało się, że to nie tylko była rewelacja, ale to była rewolucja naukowa i społeczna.
Obie te rewolucje, spowodowało drobne, w gruncie rzeczy, ale jakże istotne zrozumienie, pojęcie i uświadomienie sobie, przez Jezusa niebanalnej, prostej, istotnej trójcy w jednej postaci, nazwaną świętą.
Jezus swe odkrycie wyjaśniał całe swe dorosłe życie, niemal bez przerwy. To wyjaśnianie stało się Jego życiową misją, jego powołaniem. Jezus po to się narodził, po to został stworzony, aby zostać prorokiem, aby zostać człowiekiem o najwyższej świadomości ze wszystkich  ludzi od Mojżesza, po dzień dzisiejszy. On tym prorokiem został, nie dlatego że się nim narodził jak interpretują to „uczeni w piśmie” w teologowie. On się narodził prorokiem, ponieważ zrealizował swoje powołanie, swoją misję.: dokonał najważniejszego odkrycia – trójcy, doznał największego zrozumienia – miłości bliźniego, osiągnął stan najwyższej świadomości – zjednoczył się z Bogiem. To zjednoczenie postawiło go na równi z Bogiem. Jezus postawił się na równi z Bogiem, ponieważ okazał się Bogiem. Okazał się Bogiem w sensie takim, że potrafił wyjaśnić najgłębszą tajemnicę Boga. Wyjaśniając najgłębszą tajemnicę Boga, Jezus zrozumiał, że każdy dobry (bez grzechu) człowiek jest mikrocząsteczką Boga, zatem jest Bogiem, tak, jak każda mikrocząsteczka, materia, komórka, organ, członek należący do danego człowieka składa się na postać tego człowieka, w tym sensie jest tym człowiekiem. Jezus, najwybitniejszą, minimalną ze świata ludzkości  cząsteczką, dotychczas, oprócz Mojżesza, jest. I nie ma wątpliwości, że dopóki Bóg powszechny żyje, a żyje na pewno, bo żyje ludzkość( niewielki organ Boga powszechnego), to żyje w tym Bogu, jest pochowany w nim, Jezus z Nazaretu – prorok. On – Jezus, żyje w innym stanie, w innej postaci, jak wszyscy ludzie, których stan ludzki się skończył, których duch się wyczerpał, których duchowe życie się skończyło. Jego fizyczne ciało ludzkie przekształciło się w fizyczne cząstki fizycznego Wszechświata, który także żyje, czego dowodem są zwierzęta. Zwierzęta do świata ludzkości się nie zaliczają, lecz są najwyższą, fizyczną  postacią Wszechświata, jednocześnie najwyższą formą białka we Wszechświecie (poza Światem ludzkości).
Świat ludzkości, to świat osobny. Stąd w osobnym Świecie ludzkości, tak ważna, uprzywilejowana rola osób. Osoba jest boska. Stąd Jezus, to także osoba boska, lecz wyżej, nad tą osobą stoi zawsze, także w przypowieściach i przekonaniu Jezusa, Bóg, zwany ojcem. Ojciec, to zawsze najwyżej posadowiona osoba w tradycyjnej, konserwatywnej  rodzinie.      
 Jezus zrozumiał także drugą, ciemną stronę materii, istnienia. On rozumiał, że istota boska przestaje być boska, gdy nie miłuje bliźniego (żyje w grzechu), gdy jest przeciwna Bogu, gdy się przeciwstawia światłości – Bogu. Gdy się przeciwstawia miłości bliźniego (żyje w grzechu), staje się przeciwieństwem osoby boskiej, przeciwnikiem Boga światłego, Jego antymaterią. Jednak nie przestaje być częścią Absolutu. Takie absolutne przeciwieństwo osoby boskiej w Absolucie Wszystkiego, to szatan.
Dlatego nie wymagaj ode mnie tego, abym był lepszy od Jezusa – proroka, bo nie dam rady. Nikt nie da rady. Można być drugim, trzecim, kolejnym prorokiem, lecz wyżej od proroka być nie można. Nie istnieje takie miejsce, taka postać czy figura od figury, postaci, miejsca  najwyższego, najwyżej posadowionego. Najwyższy szczyt jest zawsze jeden. Nie ma „wyżniejszego” szczytu od najwyższego. Najwyższym szczytem świadomości Świata ludzkości jest prorok. W Świecie ludzkości nie ma „ bardziej proroczego człowieka”, niż prorok. Prorok zawsze jest jeden i zawsze jest najwyższy.  
Można co najwyżej być na tym samym miejscu, w takiej samej postaci, taką samą, lecz nie tą samą, najwyższą figurą, lecz nigdy równocześnie. Nie występują dwaj prorocy jednocześnie, równocześnie, ponieważ obaj nie mogą głosić najwyższej prawdy, „szczytu prawdy”, ponieważ  najwyższy szczyt prawdy jest tylko jeden, tak, jak jeden jest Bóg powszechny, jeden Świat ludzkości, jeden Wszechświat maksymalny i jedno Wszystko nieskończone.  Jezus może co najwyżej zmartwychwstać, nigdy natomiast nie może się drugi raz narodzić(nic dwa razy się nie zdarza).
Jeszcze nie napisałem „tyle tego”, ile bym sobie życzył, ile mieści moja świadomość, ile waży moje odkrycie, aby mnie wszyscy zrozumieli, abym nie pozostawał w samotności. Faktycznie czytając moje posty można odnieść wrażenie pewnego wysiłku, nawet miejscami gorączki w dążeniu do wyjaśnienia przeze mnie swego odkrycia.  No cóż. W tym względzie nie różnię wcale od Jezusa, gdyż moje położenie jest identyczne jak Jego przed wiekami.
Nie musisz się wstydzić za prawdę, którą Ci objawiam. W sumie niewiele się dotąd napracowałem i nie „tak bardzo się starałem”. Piszę to od ręki i nie sprawia mi to żadnej trudności, bo mam to „w jednym palcu”. Narzekam jedynie na brak czasu. Wynika on(brak czasu) z tego, że moja świadomość, dzięki memu odkryciu dotyka wszystkich dziedzin naukowych(nie wyłączając filozoficznego prawa), a nie tylko tych, o których napisałem wyżej. O matematyce, fizyce, filologii i filozofii napisałem przede wszystkim, gdyż stanowią one tzw. koronę nauk, czyli elementarny układ współrzędny wszelkiej wiedzy, czyli meritum poznania. Wszystkie pozostałe nauki są pochodnymi od tych czterech, zatem nie czas i miejsce tutaj na nie się powoływać. Chodziło mi o maksymalny skrót wywodu, który i tak został skrytykowany za rozwlekłość. Przepraszam. Krócej niż poprzez matematykę, fizykę, filologię i filozofię, ich logikę, do ludzi dotrzeć się nie da. Jeśli według Ciebie ze światem nie ma związku matematyka, fizyka, filologia i filozofia, nie ma Jezus z Nazaretu, trójca zwana świętą, prorok i Jego proroctwo, Wszystko, Wszechświat, Świat ludzkości i Bóg razem Absolut, o którym napisałem, to co ,według Ciebie, taki związek posiada?    
 Twoje twierdzenie, że „więcej w tym filozofii, niż jakichkolwiek realnych porównań” nie mogę odbierać jako zarzut, lecz przyjmuję jako komplement. Dlatego, że jak już wspomniałem filozofia jest równoprawną, współrzędną dziedziną Wiedzy. Te współrzędne dziedziny położone są hierarchicznie, od najniższej do najwyższej: najniżej jest matematyka, następnie fizyka i filologia,
a najwyżej – filozofia. Jezus trójcę także odkrył poprzez filozofię i dzięki filozofii z pominięciem matematyki i fizyki. Nikt mu z tego tytułu wyrzutów nie robi. Z Nowego Testamentu nie wynika żaden wzór matematyczny na istnienie trójcy w jednej postaci, choć taki wzór istnieje i wygląda tak:
1duch św x 1osoba boska(Jezus) x Bóg ojciec = 1 Trójca święta,  = 1  Bóg powszechny, wszechmogący.
Słownie: Jeden  Duch święty, razem z jedną osobą boską, razem z Bogiem ojcem, to się równa jedna  trójca święta, czyli to się  równa jeden Bóg powszechny, wszechmogący.
Jak widzisz, odkrycie moje pozwala mi swobodnie rozmawiać o Bogu z perspektywy nauki jaką jest matematyka, także filozofia, a także z punktu widzenia teologii i religii.
Chciałeś jakiekolwiek porównanie, to Ci je przedstawiłem. Nie tylko porównanie, ale nawet równanie matematyczne, które dla pragmatycznej osoby winno być więcej warte.
Samo porównanie to odpowiednik równania, tylko dokonanego językiem filologicznym, który ze swej natury jest bardziej rozwlekły.
Na koniec twierdzisz: „(Napisze jedynie dla wyjaśnienia, bo nie ma to nic wspólnego z tematem:
Jezus zmienił losy świata tylko i wyłącznie swoją ofiarą, jego nauki były wypełnieniem Starego Testamentu)”
To się zgadza całkowicie z tym, co Ja mam do powiedzenia na ten temat: Jezus zmienił losy świata o czym wspomniałem wyżej(rewolucja naukowa i społeczna) swoją ofiarą , czyli nauczaniem, wyrzeczeniami, poświęceniem i w końcu utratą życia dla ludzkości, dla uświadomienia ludziom miłości, dobra i zła, Boga i szatana. Za swą działalność, gorliwość, oddanie i poświęcenie  został źle osądzony i ukrzyżowany. Został źle osądzony i ukrzyżowany, ponieważ nie był zrozumiany, przez to wydawał się obcy, inny, „nie z tego świata”, nieporównywalny, „filozof jakiś”, co to za Boga się uważa, i uczonych w piśmie chce uczyć. Królem się ogłosił i prorokiem. Przecież my, naukowcy, my, kapłani lepiej wiemy!!. Tak Jemu współcześni rozumowali, tak odczuwali, tak pojmowali i widzieli Jezusa i jego nauki.  
 Inna sprawa,to  czy Jego ofiara i rewolucje z nią związane to szczyt osiągnięcia w rozwoju ludzkości, czy można było dużo więcej. Moim zdaniem, gdyby ludzie wtedy zrozumieli do końca przesłanie Jezusa, świat by poszedł dużo dalej w swym rozwoju, a ludzkość w poznaniu Absolutnie – Wszystkiego. Nie udało się Jezusowi do końca jego dzieło, nie powiodła Jego misja, Jego poświecenie, Jego wysiłek, Jego nauczanie nie odniosło ostatecznego skutku.
Jego nauki faktycznie były wypełnieniem Starego Testamentu. Stary Testament zakładał istnienie jednego Boga. Jezus to potwierdził, odkrył dodatkowo, że to jeden Bóg w trzech osobach.
W Starym Testamencie Mojżesz ogłosił Dekalog – dziesięć przykazań, po spełnieniu których człowiek dostaje się do Królestwa Bożego. To prawda. Człowiek bez grzechu staje się osobą boską, dodatnią cząsteczką minimalną boskiego Świata ludzkości, pozytywną cząstką prawego Boga, tworzącego  prawą, światłą stronę Absolutu.  
Jezus odkrył dodatkowo, że jeśli ktoś nie miłuje bliźniego swego jak siebie samego, nie przestrzega Dekalogu Mojżesza, łamie przykazania boże, słowem grzeszy, staje po stronie ciemnej Absolutu, staje się bogiem zdeprawowanym, złym, ciemnym, czyli szatanem.
Ale i Bóg dobry, czyli osoba, jak i bóg zły, czyli szatan, razem tworzą jeden układ współrzędny, lecz są w nim przeciwnie skierowani.
To Wszystko razem, jest rzeczywiście proste. Tak proste, że aż wydaje się banalne. W zestawieniu z otaczającą nas przyrodą ta prostota wydaje się wręcz nie możliwa do przyjęcia, tak jak nie możliwe i skomplikowane wydaje się poznanie zawartości i znaczenia, z niewiedzy,  zawartości cudownego, wielkiego, pełnego różności i różnorodności skarbca zamkniętego na jeden mały kluczyk.
Wystarczy filozoficznie pochylić się nad otaczającą nas rzeczywistością, oczywiście popatrzyć, ten kluczyk odkryć, odtworzyć skarbiec, obserwować, oglądać, odkrywać coraz to nowe skarby i dzielić się nimi ze wszystkimi.
Niestety, ludzie którym te skarby są darowane, którzy je otrzymują z miłości, od tego, który znalazł do nich kluczyk, który skarbiec otworzył i się z nim zapoznał, nie widzieli ich nigdy wcześniej, nie znają ich zawartości i wartości, wydają im się mało cenne, nie przydatne i odrzucają je. Niektórzy nawet „czują wstyd”, że im się „takie byle co” wciska. Tacy się nie znają na rzeczy, tacy popełniają kardynalny błąd,  tacy tracą bezpowrotnie szansę na zbawienie siebie, oraz  ludzkości. Tacy to innowiercy, nieświadomi „wyznawcy wiary”, tacy to  nieświadomi przeciwnicy wiedzy, tacy posiadają  umysły ściśle zakute , i od tego zakucia, ciężkie.
„Tacy nigdy nie osiągną królestwa niebieskiego”, choćby nie wiem jak sobie zasługiwali. Tacy im bardziej sobie zasługują, tym bardziej oddalają się od świadomości rzeczywistości, szczęścia, miłości – raju.
Bardzo nad ich losem boleję.

                                                                                Pozdrawiam.

[ Dodano: 13 Marzec 2009, 22:38 ]
todevorze.
Jeśli o mnie chodzi, to gdybym nie liczył na ludzkie  zrozumienie w tym względzie, nie zajmowałbym się tym. Oczywiście masz prawo zakończyć tę polemikę. Zanim jednak zakończysz zapoznaj się chociaż z powyższym tekstem. A nuż zmienisz zdanie.
Rozumiem Cię. To może na pierwszy rzut wydawać się i banalne i skomplikowane jednocześnie.
Jednak ta polemika na tym portalu wiele mi dała, mimo że w dużej części kończy się szybko, jak w Twoim przypadku, lub całkowitym milczeniem.
Z tego wnoszę, że „moja teoria”,wydaje się, albo zbyt skomplikowana, albo zbyt nierealistyczna.
Powinienem jednak zacząć od początku i iść krok, po kroku.
To długa i żmudna praca. Nie wiem, czy sobie z nią poradzę. Bo czym innym jest odkrycie,  zrozumienie, posiadanie wiedzy, czym innym systematyczne, logiczne, poprawne, fachowe przerzucenie jej na przysłowiowy papier, czym innym jest zrozumiałe przekazanie tego ludziom, a jeszcze czym innym jest pojęcie, zrozumienie tego  przez ludzi.  
 Takiego warsztatu, ani możliwości, aby całość zrealizować na razie nie posiadam. Mój warsztat jest za słaby. Szkoda, bo to moje odkrycie, (nie wizja), jest ciekawe, na razie tylko dla mnie, ponieważ, dotąd tylko ja je poznałem i zrozumiałem. Za paręnaście, może parędziesiąt lat, to będzie wizja obowiązująca, tak, jak obowiązujące jest dzisiaj dzieło Kopernika. Jeszcze raz zwracam uwagę na zasadniczy fakt: całej rozciągłości Absolutu od Jego cząstki elementarnej, aż po jego najdalsze krańce z uwzględnieniem Wszystkiego, Wszechświata, Świata ludzkości i Boga, od cząstki elementarnej każdego z nich osobno, po najdalsze krańce Absolutu, w jednym poście, zrozumiale dla wszystkich, wyjaśnić niepodobna. Na to trzeba kilka, kilkanaście lat, co najmniej.  
Niemniej, dziękuję za udział w dyskusji.
                     Pozdrawiam