Naukowy.pl

Humanistyczne => Filozofia => Dyskusje => Wątek zaczęty przez: lemon w Czerwiec 05, 2009, 06:55:51 pm

Tytuł: Po co nam Bóg?
Wiadomość wysłana przez: lemon w Czerwiec 05, 2009, 06:55:51 pm
Witam. Zapraszam do przeczytania mojego artykułu. Zachęcam do komentowania i życzę miłej lektury.

Na wstępnie chciałbym uprzedzić, iż ten artykuł nie ma na celu ukazanie wiary w dobrym, tym bardziej złym świetle. Są to rozważania z punktu widzenia psychologa/socjologa.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Bóg - wszechobecny, wszystkowiedzący, duch doskonały. Tak w skrócie można określić istotę, od której zależy całe nasze życie.

Na przełomie wieków tendencja do opisywania Boga w ten właśnie sposób ulegała pewnym zmianom. Ściślej: im dalej w czas, tym większe różnice daje się zaobserwować. Najlepszym przykładem się religie politeistyczne starożytnego Egiptu, Rzymu, Grecji, w których to każdy bóg opiekuje się określonym miejscem lub grupą ludzi.

Czas - matka rozwoju, spowodował, że panteon bogów wśród niegdyś najwyżej rozwiniętych krajów, przestano traktować poważnie. Dziś wierzenia starożytnych wydają nam się śmieszne i absurdalne. Zwykły deszcz, zaćmienie księżyca, czy nawet trzęsienia ziemi, nie są dla nas niczym nadzwyczajnym. Nie ma potrzeby przypisywania boskiego autorstwa tym zjawiskom, gdyż znamy przyczyny ich powstawania. Traktujemy je jako coś oczywistego.

Po uświadomieniu sobie, że to nie "rozgniewany Zeus rzuca piorunami", obraz boga musiał ulec radykalnej zmianie. I uległ...

Panteon zawiłości i hierarchii został zredukowany do jednego, najwyższego władcy. Obraz ten towarzyszy nam po dziś dzień i trzeba przyznać, że na tym poziomie rozwoju jedyną równie dobrą drogą do zrozumienia zasad rządzących tym światem, jest ateizm.

Pytając ateistów, dlaczego nie wierzą w Boga, prawie zawsze spotykałem sie z odpowiedzią ukierunkowaną na krytykę kościoła. Prawdę mówiąc nie ma w tym nic dziwnego. Grupa besserwisserów z powodzeniem agituje miliony wierzących. Ciężko dostrzec altruizm, tym bardziej filantropie ich działań, kiedy to sakramenty mają formę usług, za które bardzo się cenią.

Oczywiście takie jednostronne podejście jest wysoce niekompetentne. Świat to także odcienie szarości, o których nie wolno zapominać. Warto jednak nakreślić pewien wizerunek, który można by skonfrontować z powszechnie przyjętym wzorcem. Nie trudno się domyślić, iż aktualnie wizerunek ten jest daleki od ideału. To właśnie te różnice pomiędzy stworzonym przez nas wizerunkiem, a wzorcem kreują awersję do kościoła, skutkiem czego jest ateizm.

Im bardziej stworzony przez nas obraz księży, jako naszych duchowych przewodników, jest zbliżony do ideału, tym bardziej pozytywny mamy stosunek do kościoła, wiary i Boga. Naturalnie, system ten działa adekwatnie w obu kierunkach.

Pytanie tylko, czemu kościół ma decydować (co prawda nieświadomie) o tym, czy mamy wierzyć w Boga, czy też nie? Pytając ateistów dlaczego nie wierzą, prawie zawsze spotykałem się z odpowiedzią ukierunkowaną na krytykę kościoła. W rozumowaniu tych osób tkwi zasadniczy błąd. Właściwie jest to jedno wielkie nieporozumienie. Uwzględnianie wizerunku kościoła, jako czynnika wpływającego na to, czy mamy wierzyć, jest zupełnie niepotrzebne.

Do prawidłowego rozumowania nad istotą naszej wiary niezbędna jest konsekwencja pewnych przekonań i działań. Ów konsekwencję najlepiej obrazuje tzw. piramida priorytetów. Dotyczy ona zarówno wierzących jak i ateistów. Jej podstawę, która jest niezbędna do prawidłowego wybudowania wyższych poziomów, stanowią takie wartości jak: miłość, życzliwość, wyrozumiałość , empatia, szacunek. Osoba protekcjonalna, zawistna, nieszanująca innych, nie może oczekiwać, że będzie dobrym chrześcijaninem, muzułmanem, czy świadkiem Jehowy. Nie można zbudować wierzchołka piramidy bez uprzedniego wybudowania jej podstawy.

Czy człowiek, który co tydzień chodzi do kościoła, mimo iż na co dzień jest mściwy, leniwy i apodyktyczny, może dostąpić oświecenia? Odpowiedź jest oczywista. Brak konsekwencji działań. „Budowanie” wierzchołka, bez wykształtowania podstawy. Niestosowanie się do priorytetów powoduje wytworzenie wadliwej osobowości. Czy ateista, który jest życzliwy, wyrozumiały, altruistyczny, może dostąpić oświecenia? Te dwa przykłady doskonale wyjaśniają to, że kościół nie musi mieć wpływu na nasz rozwój duchowy. Może, ale nie musi!

Świadomość tego całkowicie niweluje główną przyczynę niewiary u ateistów. Są jednak inne powody, dla których ludzie tracą wiarę i zaufanie do Boga (powody takie jak lenistwo czy ograniczenie myślowe pozostawię bez komentarza). Można do nich zaliczyć m.in. utratę zaufania, obojętność Boga na nasze problemy.

Pytając ateistów, dlaczego nie wierzą w Boga, spotykałem się nieraz z odpowiedzią ukierunkowaną na obojętność Boga w stosunku do naszych przyziemnych problemów. Śmierć bliskiej osoby, choroba i inne trudności, z którymi przychodzi nam się zmagać, budzą wątpliwości w Jego istnienie. Dlaczego On na to pozwala? Dlaczego nie udzieli pomocy? Przecież jest wszechmocny, chyba że... chyba, że nie istnieje?

Ot prosta i jakże owocna dedukcja, która jest w stanie zniszczyć wierzchołek (a nawet i całą piramidę) priorytetów.

Bóg Ojciec, jak często jest nazywany, winien się nami opiekować, pomagać w trudnych sytuacjach. Tego od Niego oczekujemy. Jednak te dwie pozornie niewinne prośby są ucieleśnieniem wyjątkowo negatywnych cech człowieka.

Obserwując ludzi bez trudu daje się zauważyć, iż zdecydowana większość boi się lub nie chce brać odpowiedzialności za swoje czyny. Jest to szczególnie widoczne, gdy jedna osoba obwinia drugą za zrobienie czegoś źle. Oskarżony wówczas tłumaczy się lub stara zrzucić winę na inną osobę. Próbuje w ten sposób pozbyć się odpowiedzialności za popełnione błędy.

Zakładając, że Bóg kieruje każdą rzeczą pozbywamy się odpowiedzialności za swoje czyny. Przecież to On o wszystkim decyduje, a my nie mamy na to wpływu. Takie destruktywne rozumowanie prędzej czy później zaowocuje utratą zaufania do Boga, w końcu ateizmem.

Człowiek jest z natury leniwy. Nie lubi też odpowiedzialności. Bóg doskonale maskuje te negatywne cechy. Każda obojętność z jego strony jest de facto wynikiem naszej abulii. Oczekiwanie pomocy od Boga jest przejawem nie tylko naiwności co chęcią niebrania odpowiedzialności za swoje czyny.

Po co nam Bóg...?
Jeśli nadal tego nie wiesz, przeczytaj jeszcze raz ten artykuł  :wink:
Tytuł: Po co nam Bóg?
Wiadomość wysłana przez: Odźwierny w Sierpień 05, 2009, 04:23:19 pm
Bóg pozwala także być nie tyle niemoralnym, co amoralnym, wiecznie w stanie niewiedzy.

Dlaczego?

Bo bogowie to policjanci. Bóg obserwuje i pilnuje, jeżeli mówi, że to jest be, a to wporzo, to nikt nie wątpi. Bo pod obecność strażnika wszyscy są grzeczni.

Bardzo dużo osób jest przekonanych, że nie muszą dociekać, co jest dobre, a co złe. Nie zastanawiają się nad moralnością. Tak naprawdę gdyby zabrakło tych zasad i karzących oczu, a zostałoby tylko swoje własne odbicie w lustrze, to nie wiedzieliby co począć.

Gdyby Bóg nie istniał, zabijano by i gwałcono bez przerwy, bo nikt nie pilnuje? A jeżeli nie, to jaki jest wniosek? Że być może wcale nie potrzebny był On, Boskie Oko, żeby być dobrym człowiekiem?