Naukowy.pl

Społeczne => Ekonomia => Dyskusje => Wątek zaczęty przez: waruna w Styczeń 09, 2009, 07:52:04 pm

Tytuł: friedmanizm
Wiadomość wysłana przez: waruna w Styczeń 09, 2009, 07:52:04 pm
Witam,
ostatnio trafiłam w necie na termin friedmanizmu, no i właśnie chciałabym się dowiedzieć co to właściwie oznacza. Google nic za bardzo wyrzuca, wszyscy tego terminu używają (że taki niby niedobry), ale skory do wytłumaczenia go nikt nie jest:). Może tutaj ktoś gowytłumaczy  osobie nieznającej się na ekonomii?
Tytuł: Odpowiedź
Wiadomość wysłana przez: skory w Styczeń 18, 2009, 01:41:07 pm
Cóż, nie dziwię się, że nikt ci nie chce tłumaczyć, gdyż większość tak naprawdę nie wie, o co w tym biega, chociaż każdy udaje "znawcę". ;) Ja też nie jestem ekspertem, ale z grubsza potrafię ci wyjaśnić.
Otóż jest to doktryna ekonomiczna, która charakteryzuje się silnym poparciem dla mechanizmów rynkowych i opowiada się przeciwko nadmiernej ingerencji państwa w gospodarkę. Według zwolenników tej doktryny - do których się zaliczam - gospodarka powinna być regulowana na podstawie odwiecznego prawa natury - podaży i popytu, a ceny, płace i inne sfery gospodarki powinny być oparte na zasadzie wolnej konkurencji. Przemawia za tym wiele elementów, w tym dwa główne.
Po pierwsze - przy dużej ilości firm oferujących ten sam asortyment produktów lub oferujących te same usługi, przetrwają tylko te, które oferują najlepsze produkty po umiarkowanej cenie. Rola państwa w tej sferze powinna się ograniczać jedynie do pilnowania, by nie dochodziło do umów trustowych, w ramach których konkurujące ze sobą firmy umawiają się co do cen oferowanych produktów i usług. Tym samym jest to niekorzystne dla klientów, gdyż muszą oni nabywać produkty konkurencyjnych firm po zawyżonych cenach.
Po drugie - ostatnie lata pokazały najdobitniej, jak korzystnie wpływa wolny rynek na płace. Wobec dużej emigracji zarobkowej Polaków, firmy, które wcześniej płakały, iż nie mają pieniędzy na podwyżki, jakimś cudem ;) nagle zaczęły te pieniądze znajdować. Konkurencja na rynku pracy wymusiła na firmach optymalizację procesów zatrudnienia i ograniczenie wydatków zbędnych lub nadmiernych, nie związanych bezpośrednio z procesami produkcyjnymi lub ze sprzedażą. Przy ograniczeniach narzuconych przez państwo, mechanizmy rynkowe w sferze zatrudnienia a więc i płac były zaburzone, co powodowało z jednej strony wysokie bezrobocie, a z drugiej - niskie płace.
To, że tak wielu ludzi jest przeciwnych w naszym kraju tej doktrynie, jest spowodowane socjalistyczną demagogią, uprawianą przez różne partie polityczne i rozmaitych "szamanów" ekonomicznych. Z drugiej strony - istnieje głęboka pogarda wśród Polaków, odnośnie zdobywania i pogłębiania wiedzy o mechanizmach rynkowych. To rodzi postawy roszczeniowe - niech państwo da, niech państwo zapewni, niech państwo zorganizuje itp.
Raport "Wiedza ekonomiczna mieszkańców Polski", opracowany przez Wyższą Szkołę Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego nie pozostawia złudzeń. Jesteśmy społeczeństwem zawistnych, totalnych ekonomicznych ignorantów. Dopóki TO nie zacznie się zmieniać, w naszym kraju nie będzie lepiej.
Zapraszam na moją stronę edukacyjną http://www.finans-edu.pl
Tytuł: friedmanizm
Wiadomość wysłana przez: waruna w Styczeń 18, 2009, 07:45:13 pm
Wielkie dzięki za wytłumaczenie.
Tak a propos to zaliczam się do tej grupy " zawistnych, totalnych ekonomicznych ignorantów" i raczej zgadzam się z "socjalistyczną demagogią, uprawianą przez różne partie polityczne i rozmaitych "szamanów" ekonomicznych" (przynajmniej ideowo)  :oops:   :mrgreen:  .
A co friedmanizm ma na swoją obronę w świetle dzisiejszego kryzysu (bo friedmanizm chyba panuje w Europie- przynajmniej zachodniej i USA?)?
Tytuł: Skąd ten kryzys?
Wiadomość wysłana przez: skory w Styczeń 19, 2009, 09:03:30 am
Otóż to jest zasadnicze pytanie - jaka jest przyczyna obecnych zawirowań. Sięgnijmy nieco wstecz.
Kryzys zaczął się od załamania na rynku nieruchomości w USA. Owe zaś załamanie wzięło się z ignorancji ekonomicznej społeczeństwa z jednej strony i nadmiernego, niczym nie uzasadnionego optymizmu sektora bankowego z drugiej.
Ignorancja społeczeństwa przejawiała się w ogromnym i stale rosnącym zadłużeniu z tytułu kredytów konsumenckich, które hojnie rozdawały banki, przekonane, że ludzie będą w stanie je spłacać. To, że Amerykanie żyją na kredyt, jest faktem. W przypadku spowolnienia gospodarki, spłacalność kredytów staje pod znakiem zapytania, a kredyty hipoteczne stanowią główną pozycję w owych zadłużeniach.
Takie spowolnienie widać było ostatnio w USA, m.in. na skutek zaangażowania USA w wojnę w Afganistanie i Iraku. Niestety, banki jak widać nie wyciągnęły z tego żadnych wniosków, co nie najlepiej świadczy o wyobraźni i zrozumieniu zasad rynku przez ich zarządy.
W momencie, gdy duża część kredytów hipotecznych awansowała do grupy kredytów zagrożonych, nagle banki wpadły w panikę, gdyż miały w nich utopioną ogromną ilość gotówki. Zaczęły zatem przykręcać kurek z udzielaniem jakichkolwiek kredytów i domagać się od wierzycieli spłat zaległych rat. To uderzyło w firmy, finansujące swój rozwój m.in. w znacznym stopniu z kredytów. Zaczęły one zatem ograniczać wydatki, w tym zamrażać pensje, co nie pozostało bez wpływu na zdolność kredytową Amerykanów. Będący w podbramkowej sytuacji indywidualni wierzyciele, zaczęli posiadane i zadłużone nieruchomości wystawiać na sprzedaż, co automatycznie pociągnęło ceny nieruchomości w dół. Odbiło się to zatem ponownie niekorzystnie także na firmach, które swoje zobowiązania spłacały. Dodatkowo indywidualni inwestorzy zaczęli wycofywać pieniądze z giełdy, w celu pokrycia zobowiązań, zaś banki - w celu pokrycia strat. I tu się zaczął problem z giełdą. Szczególnie odbiło się to na funduszach powierniczych, w których lokowały gotówkę zarówno banki jak i drobni inwestorzy.
Nie doszłoby do takiej sytuacji, gdyby w społeczeństwie istniała świadomość, że kredyty konsumenckie są najgorszą formą kredytów i że spłaca się je z zysków z inwestycji, a nie z pensji. W USA doszło jednak do takiej sytuacji, że Amerykanie mieli więcej rat do spłacania, niż mogli sobie na to pozwolić z budżetów domowych. Stracili po prostu kontrolę nad wydatkami i swoim zadłużeniem. Wielu Polaków jest w podobnej sytuacji, chociaż głośno się o tym nie mówi, by i u nas nie wywołać paniki. Według badań VISA, obecnie z tytułu używania kart kredytowych, zadłużonych jest w Polsce ponad 1,5 mln gospodarstw domowych, z czego znaczna część to kredyty zagrożone.
Ogromna większość ludzi - także Polaków - ma do pieniędzy stosunek emocjonalny, więc pierwszą ich myślą, gdy dostają wypłatę jest - wziąć kredyt na fajną "zabawkę". To po prostu głupie. Pieniądze należy inwestować i z ZYSKÓW nabywać "zabawki". Tak robi jednak niewielu.
Co do socjalizmu - polecam lekturę opracowanej przeze mnie broszury "Kłamstwa socjalizmu" dostępnej na wspomnianej wcześniej stronie. Naprawdę pouczające.