Naukowy.pl

Humanistyczne => Filozofia => Dyskusje => Wątek zaczęty przez: Cubitus w Lipiec 03, 2009, 05:29:03 am

Tytuł: Argumenty na rzecz istnienia sfery duchowej
Wiadomość wysłana przez: Cubitus w Lipiec 03, 2009, 05:29:03 am
W czasach dzisiejszych przeważa na świecie materializm. Zjawiska określane pojęciami kapitalizmu, wolnego rynku, kultury konsumpcyjnej czy masowej szerzą się po świecie. Wyrosłe na gruncie Ameryki Północnej i Europy opanowują inne części świata (widać to wyraźniej np. w Indiach czy Chinach lub innych zakątkach czego przykładem może być niejedna fotografia jakiejś biednej wioski na "końcu świata", gdzie niewiele co jest, ale automat z Coca-Colą się znajdzie). Pieniądz "robi" pieniądz i buduje do nieba wysokie, ogólnoświatowe miasto Babilon.
Od czasów kiedy sprowadzono do Europy z Bliskiego Wschodu pisma Arystotelesa rozpoczęła się ekspansja nauki i próba racjonalnego wyjaśnienia rzeczywistości. Kościół katolicki stopniowo traci swój monopol na wiedzę i sam ulega podziałom. Potem nadeszła epoka oświecenia i jego wielki tryumfator - rozum, a wraz z nim -  racjonalizm, empiryzm, redukcjonizm - dziś w nauce - chyba "jedynie słuszne" narzędzia dowodzenia. Dziś nauka wraz jej dominującym paradygmatem materialistycznym, uznawanym już domyślnie, staje się naszą religią - polepsza warunki życia, leczy, nadaje nam swoistej techno-elegancji, obiecuje świetlaną przyszłość i co równie ważne - wyjaśnia. Twierdzi, że wyjaśnić może wszystko lub prawie wszystko. I choć chyba nie tak bardzo mało jest osób, które szukają punktów wspólnych religii i nauki, to jednak Bóg schodzi tu na dalszy plan. Metafizyka nie jest już fundamentem nauk. Jest raczej spekulacją, grą czy zabawą. Nie chcę poprzez swój wywód stwierdzić, że kultura duchowa człowieka zanika. Zapewne tak nie jest. Twierdzę natomiast, że w przeciągu ostatnich wieków kulturę ludzką zdominował materializm, przyziemność, racjonalizm i podobne pojęcia, wymienione m.in. powyżej. Jeśli nie mamy do czynienia z zanikiem ducha, to przynajmniej z pewną polaryzacją zwolenników ducha i zwolenników materii, gdzie stroną bardziej widoczną jest ta druga i jest to konsekwencja, wydaje mi się, walki o byt i gonienia za luksusami, które oferuje nam świat, konsekwencja wielowiekowego utrwalania się eksploracji fizyczności, jej wzbogacania i wielu rekonfiguracji i w końcu - nieco ironizując - Boga, który jakoś nie raczy się do większości z nas odezwać i tylko milczy (zaznajomieni z istotą Brahmana, Tego który Jest, powinni wiedzieć gdzie leży ironia).

Więc oto w tym miejscu, chciałbym przedstawić kilka rozumowań, które nie będą wymagały "odlotów" w sfery niebieskie a oparte będą właśnie na materii - na refleksji nad tym co widzialne a nie nad tym co niewidzialne. Wymagałbym od czytelnika tylko dwóch rzeczy : refleksji i uczciwości wobec samego siebie.

#1. Jakże często mówimy "moje ciało". Czy patrząc na "SWOJE" ciało mamy przekonanie, że to "JA", że to dokładnie "ja" ? Czy też "ja" jest naddawane, jest jakby domyślne. Czy mamy do czynienia z tożsamością, ze współutożsamianiem ciała i ego czy raczej dostrzegamy pewne przesunięcie, ciało jest tu jakby formą rozpoznawczą. Widzę znajomą mi osobę i rozpoznaję ją po ciele czy uznaję to ciało za tę osobę ? Do sprawy można też podejść troszkę inaczej, stawiając pytanie o rozróżnienie czy jestem ciałem czy się w nim znajduję. Czy badając relację między "ja" a ciałem to czy widzę swoje ciało pod pewnym kątem czy też ta fizyczna masa jest ścisła do mojego "ja" ?

#2. Teraz będzie małe ćwiczenie. Znacie rzeźbę Auguste'a Rodin'a pt. "Filozof" ? To ten nagi, zamyślony mężczyzna siedzący na kamieniu z ręką podpierającą głowę. Ćwiczenie to bardzo kojarzy mi się z tym dziełem sztuki. Jest następujące :
Usiądź wygodnie i skoncentruj się na swoim ciele. Patrz na nie tak, aby nic innego nie rozpraszało Twojej uwagi. Po jakimś czasie zapytaj sam / sama siebie czy MASZ JAKIEŚ MYŚLI ?! Z moich doświadczeń wynika, że koncentracja na ciele doprowadza do pustki myślowej. Pytanie jest : jak to możliwe, skoro rzekomo nasze ciało jest wszystkim co mamy ? Jeśli nasze ciało = nasze ja to powinno stymulować myślenie lub przynajmniej go nie blokować. Tymczasem umysł nasz w trakcie tej medytacji staje się pusty, żeby nie powiedzieć głupi. A wracając do rzeźby, to nie powiem wprost, co uważam, że ten kamienny filozof wymyślił bo to coś brzydkiego ;)) Kto wie, kto wie...może o to chodziło artyście...

#3. Jak ja kocham Karola Marksa ! :)))  Za co ? A za pojęcie NADBUDOWY IDEOLOGICZNEJ. Zapytam was tak : czy lubicie obserwować przyrodę o poranku ? albo zachód słońca nad morzem ? Lubicie sztukę ? Zachwyt nad nią i przeżywanie pod postacią uczuć, emocji i wyobrażeń ? A może jesteście religijni i macie za sobą jakieś głębsze doświadczenia duchowe ? Czy uważacie, że spotkania z innymi ludźmi są tylko prostymi, materialistycznymi relacjami typu DAJ-WEŹ-ALBO ODDAJ czy poszukiwaniem głębi i złożoności przeżyć ? Czy żyjecie od posiłku do posiłku, od orgazmu do orgazmu, czy jest to raczej jedynie podstawa i uzupełnienie głębi waszego humanizmu ? Wy mi nawet wybaczcie ten upraszczający tekst, bo ja może nie rozumiem głębi tego co doświadczaliście albo uważacie o życiu ?
Ale przejdźmy teraz do Karola Marksa. Czy zgodzicie się ze mną, że działanie ciała jest ściśle wegetatywno-fizjologiczne ? Albo czuwa albo śpi. Albo je albo się wypróżnia. Albo kopuluje albo nie (;)) Cała ta maszyneria, wszystkie jej systemy i układy służą podtrzymaniu życia, przedłużeniu gatunku. Ona w zasadzie służy samej sobie. Skoro zatem wg paradygmatu materialistycznego ciało jest wszystkim co mamy lub wręcz - czym jesteśmy -  to skąd bierze się cała ta wspomniana wyżej głębia ? Jeśli nasze życie do fizjologia i wegetacja to filozofia, religijność, sztuka muszą być jakimiś urojeniami. Mnie się wydaje, że dorobek i doświadczenie ludzkości wskazują na coś raczej odwrotnego.
Dla Marksa religia była ideologiczną nadbudową materialno-ekonomicznej podstawy. Była złudzeniem, wynikiem błędnej interpretacji tego co materialne i jedynie realne. Czy w świetle paradygmatu materialistycznego nie należałoby pójść dalej i stwierdzić, że wszystkie dziedziny, w których ujawnia się humanizm człowieka są złudzeniem ? Jedyną rzeczywistością są oddech, tętno, ruch, jedzenie i wypróżnianie oraz "zrobienie" podobnego potomka przed śmiercią a nie jakieś moralno-estetyczne "mrzonki".

#4. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że fizyczny świat wokół was i wasze ciało to jedno kontinuum ? Dzielimy świat zewnętrzny (środowisko) i świat tzw. wewnętrzny (ciało) na dwa światy ; ale czy słusznie ? I nie chodzi tu nawet o przykład tego co dowiodły nieludzkie nazistowskie eksperymenty na ludziach, w których wyniku powstawały okładki książek z ludzkiej skóry, mydło z tłuszczu i krzesła z kości. Tu chodzi o to, że atomy, które budują ciało i atomy, które budują środowisko tworzą jeden blok a ich relacja nie jest kątowa, nie mają się do siebie jak relacja wewnątrz - zewnątrz tylko...no właśnie...to co tu jest wewnętrzne a co zewnętrzne ? Daję do przemyślenia. Co wam się jawi, kiedy myślicie o swojej "wewnętrzności" ?

#5. Nazwać to można metodą kontrastu. Czy koncentrując się mocno na ciele i / lub świecie zewnętrznym ale tylko na tym co fizyczne, co wyraziście należy do zmysłu wzroku, co jest dlań formą i substancją czy przypadkiem czegoś nie zostawiamy ? Czy nie ujawnia się inny subtelny świat ?


Na koniec chciałbym dać coś pod rozwagę i to zupełnie poważnie. Proszę, potraktujcie to rozważanie i jego wniosek tak realnie, jak tylko możecie i odnieście do swoich sumień.
Otóż załóżmy, że żyjemy w świecie, w którym zgromadzone empiryczne dowody wskazują bardzo jasno, że materia jest wszystkim, z czego składa się świat. Że idea Boga jest mitem dla wczesnoewolucyjnych pokoleń - ich "dziecinnym" wyjaśnieniem świata. Że nie ma żadnej reinkarnacji, żadnej karmy, bożej sprawiedliwości czy opatrzności. Rodzimy się tylko raz, umieramy a nasza świadomość i jej zawartość obraca się w nicość.
Jeszcze raz powtórzę : nie ma żadnego Bożego prawa, sprawiedliwości, karmy...
Że taka jest PRAWDA. A prawda jest prawdą - jeśli się uderzę to mnie zaboli, jeśli napiję się wody, to ugasi moje pragnienie etc.
Czy zdajecie sobie sprawę co to jest za sygnał dla przeróżnej maści przestępców o ilorazie inteligencji powyżej średniej ?
Drodzy przestępcy ! Nic wam nie grozi ! Możecie zabijać, gwałcić, kraść i robić co tylko sobie chcecie i nic was za to nie spotka ! Co więcej - nie musicie dążyć do jakiejś złudnej duchowości, celu wyższego. Naszą rolą tutaj jest się wzbogacać, karmić zmysły, wywyższać się jak zwierzęta jeden ponad drugiego i znów wzbogacać się i karmić zmysły...
Więc czemu nie dążyć do celu po trupach ! Znajdź spokój i wyluzuj.  MOŻESZ to wszystko zrobić i nie bój się nie spotkasz się z żadnym Sędzią, żadnym Prawem. Ryzykujesz jedynie tutaj, na ziemi...ryzykujesz chorobą, kalectwem, więzieniem czy śmiercią ! (ulgą ?)

Chciałbym aby osoby, które to czytają, przemyślały to. Przemyślały w kontekście tego CZYM JEST PRAWDA I SUMIENIE, i czym może być zaślepienie redukcjonistycznymi, fragmentarycznymi dowodami naukowymi, które aspirują do stawiania holistycznych tez na temat całej rzeczywistości.

Autor oczywiście nie namawia do takich czynów, a uważa nawet iż nie ma takiej (pseudo)wolności. Oficjalnie i nieoficjalnie uznaję w/w "sugestie" za złe. Po prostu mówię, jakie "prawdziwe "wnioski można wyciągnąć przy spełnieniu pewnych założeń.

Pozdrawiam
Tytuł: Argumenty na rzecz istnienia sfery duchowej
Wiadomość wysłana przez: Odźwierny w Sierpień 15, 2009, 11:54:57 pm
Gadasz Pan same bzdury.

Tylko tutaj musnął Pan istotę rzeczy

"Nic wam nie grozi ! Możecie zabijać, gwałcić, kraść i robić co tylko sobie chcecie i nic was za to nie spotka ! Co więcej - nie musicie dążyć do jakiejś złudnej duchowości, celu wyższego. Naszą rolą tutaj jest się wzbogacać, karmić zmysły, wywyższać się jak zwierzęta jeden ponad drugiego i znów wzbogacać się i karmić zmysły...
Więc czemu nie dążyć do celu po trupach ! Znajdź spokój i wyluzuj. MOŻESZ to wszystko zrobić i nie bój się nie spotkasz się z żadnym Sędzią, żadnym Prawem. Ryzykujesz jedynie tutaj, na ziemi...ryzykujesz chorobą, kalectwem, więzieniem czy śmiercią ! (ulgą ?) "

To jest idiotyczne i egoistyczne.

Widzieliscie kiedys piranie? Tak, te krwiożercze i bezbożne piranie. Rozrywają w ogromnym stadzie swoje ofiary, a jednak... siebie nie ruszają. Dlaczego? Bo im powiedziano "nie zabijaj" ? Nie, bo to by zagroziło ich społeczności. Ot, istota moralności, jedyna jaka istnieje.

A to znaczy, że i tu Pan nie ma racji. Bo jednostki aspołeczne, czyli złe, czyli "grzeszne", są własnie dlatego grzeszne, że szkodzą reszcie. Ówcześni władcy (do niedawna wszyscy władcy) wiedzieli o tym, ale żeby nie podkopać pozycji w ciemnych masach, wciskano im proste historyjki, które generalnie miały ten sam sens.

A sędzia istnieje. Istnieje ostateczna instancja, ktoś, kto sprawi, że poczujesz swoje zwykłe, przyziemne sumienie. Swoje zasady. Swoje ja. Swoją wolność i powinność. Gdzie on jest? Spójrz w lustro. To ta twarz będzie patrzeć na Ciebie z lustra i sprawi, że poczujesz się jak *** po tym, jak poczynisz trochę grzeszków.

Nie używaj słów wulgarnych, przem_as
Tytuł: Argumenty na rzecz istnienia sfery duchowej
Wiadomość wysłana przez: Cubitus w Sierpień 16, 2009, 04:03:32 am
Prosiłbym Pana o rzeczowe kontrargumenty co do kwestii, które tu przedstawiłem, tym bardziej że stara się Pan o rzeczowość swoich wypowiedzi, które miałem okazję czytać na tym forum i jak sądzę jest Pan zwolennikiem naukowego rygoru. Zbywając dyskutanta jedynie sformułowaniem, iż gada on bzdury nie odróżnia to Pana zbytnio od fanatyka religijnego zaślepionego dogmatami – tyle, że Pańskimi dogmatami są pewne mniej lub bardziej prywatne przekonania naukowe. Rozwój świadomości ludzkości, zarówno pojmowanej globalnie jak i jednostkowo (choć zdaję sobie sprawę, iż forum to jest kroplą w morzu) polega na dialogu i próbie wzajemnego zrozumienia. Odniosłem wrażenie, iż Pana przekonania są materialistyczne i racjonalistyczne, więc jako zwolennika tejże filozofii proszę o rozmowę rzeczową gdyż zapewniam głęboko, iż racjonalność jest mi czymś bliskim.
Ludzie, którzy wierzą lub wręcz twierdzą o istnieniu czegoś „ponad” (mówiąc lakonicznie) też mają prawo głosu i prawo do debaty z ludźmi o poglądach przeciwnych.

Jeśli chodzi o przykład z piraniami to owszem, ma Pan rację a drugą stroną nazwijmy to – tego prawa – jest „zakaz” kopulowanie osobników z odmiennymi gatunkami. Aczkolwiek miałbym pewną wątpliwość. Szczerze przyznam, że nie wiem jaka jest odpowiedź. Ale jednocześnie nie wiem też, co na pewno działo by się, gdyby odizolować te piranie od pożywienia (od zwierząt innego gatunku stanowiących potencjalne „menu” piranii).
Czy dostrzega pan pewną analogię z sytuacjami społecznymi u ludzi ? Z sytuacjami ekstremalnymi, traumatycznymi, z ludźmi postawionymi w sytuacjach skrajnie obciążających lub zaburzających psychikę ?

Jeśli chodzi o sędziego czy prawo to pominął Pan coś i chciałbym wierzyć, że Pan o tym tylko zapomniał. Po prostu podszedł Pan do sprawy zbyt wąsko.
Będąc na forum, na którym spotykają się ludzie o potrzebach intelektualnych pisał Pan jakby do ludzi, dla których tak szlachetne cechy jak sumienie, zasady, powinność znajdują w nich miejsce, uznanie i refleksję. Tylko czy zdaje Pan sobie sprawę, iż dla pewnej rzeszy ludzi na tym świecie są to pojęcia mgliste albo stojące mocno w opozycji i napięciu wobec potrzeb i instynktów niższych (tudzież pewnych „antywartości” jak chciwość, dzika żądza, mściwość, zawiść i innych).

Ok. Pan stawia lustro aby można było w nim oglądać swoje oblicze. Tylko że ja przed tym lustrem postawił bym Adolfa Hitlera, który chciał wymordować pół świata a drugie pół (pozornie nie licząc rasy aryjskiej) zniewolić i uczynić z nich niewolników. Albo postawił bym Nerona. Albo Vlada Palownika, który ustawił kilometry pali na które nadział tysiące ludzi. Albo chociaż jakiegoś wyrostka, który potrafi zabić emeryta dla paru marnych złotych albo znęcać się nad zwierzęciem odczuwając z tego satysfakcję. Albo narkomana uzależnionego od heroiny dla którego wartości takie jak rodzina, przyjaźń praktycznie przestały istnieć czy wyuzdaną kobietę, która da z sobą zrobić przykre dla tzw. normalnego człowieka rzeczy a mężczyznę potraktuje jako instrument własnej chciwości. Nie chcę już męczyć tymi przykładami, a jedynie podsumować, iż pewien jestem, że historia ludzkości dostarcza miliardów takich przykładów. W milionach odmian i konfiguracji psychicznych.

Bo chcę przez to wszystko powiedzieć, że wielu z tych ludzi niczego z tego co Pan napisał nie odczuło by. Powiem więcej. Znaleźli by się i tacy, którzy czuli by się dumni albo unosili by się pychą albo nurzali w wyuzdaniu patrząc na swoją twarz, i patrząc prosto sobie w oczy powtarzali by myśli o słuszności i satysfakcji z tego co wyprawiają.


Jednocześnie pewna część ludzi, których można by nazwać dewiantami, psychopatami lub po prostu karygodnymi ludźmi może mieć w pewien sposób wysoki iloraz inteligencji, mimo jego deficytu dla spraw, które określają tzw. człowieczeństwo, albo mogą skonstruować uproszczony obraz świata (taką pseudofilozofię). I jeśli tacy ludzie będą mogli choć kilka razy w życiu w sposób silny i intensywny uświadomić sobie „PRAWDĘ” (!) nieustraszoności i kompletnej iluzoryczności odpowiedzialności za swoje grzechy to może to przeniknąć do ich życia, i zmaterializować się na zewnątrz.


Reasumując broni Pan tezy (proszę mnie poprawić jeśli źle to zrozumiałem), że ludzkość posiada pewien mechanizm samoobronny. Po pierwsze więc powiem, że nie mam takiego przekonania, iż nie byłby on do usunięcia lub obejścia. Po drugie, co dla mnie ważniejsze – ja w swoim tekście nie pisałem o globalnym procesie ateizacji równoważnym autodestrukcji, ale właśnie o jednostkach, o których wspomniałem powyżej. Pisałem o zjawisku, które może się nasilić do pewnego stopnia rozsiane po wielu miejscach świata. Muszę też dodać jak ważną rolę odgrywa tu czas. Jeśli przez dziesiątki czy setki lat wpaja się ludziom to samo – to staje się to w jakiś sposób prawdą.
Tytuł: Re: Argumenty na rzecz istnienia sfery duchowej
Wiadomość wysłana przez: rww w Sierpień 26, 2009, 09:07:02 am
Cytat: Cubitus

#1. Jakże często mówimy "moje ciało". Czy patrząc na "SWOJE" ciało mamy przekonanie, że to "JA", że to dokładnie "ja" ? Czy też "ja" jest naddawane, jest jakby domyślne. Czy mamy do czynienia z tożsamością, ze współutożsamianiem ciała i ego czy raczej dostrzegamy pewne przesunięcie, ciało jest tu jakby formą rozpoznawczą. Widzę znajomą mi osobę i rozpoznaję ją po ciele czy uznaję to ciało za tę osobę ? Do sprawy można też podejść troszkę inaczej, stawiając pytanie o rozróżnienie czy jestem ciałem czy się w nim znajduję. Czy badając relację między "ja" a ciałem to czy widzę swoje ciało pod pewnym kątem czy też ta fizyczna masa jest ścisła do mojego "ja" ?


Czyli moje ciało to JA - a co się dzieje z moim JA po amputacji nogi czy ręki? Czy to w dalszym ciągu JA i jaki?


Cytat: Cubitus
Na koniec chciałbym dać coś pod rozwagę i to zupełnie poważnie. Proszę, potraktujcie to rozważanie i jego wniosek tak realnie, jak tylko możecie i odnieście do swoich sumień.
Otóż załóżmy, że żyjemy w świecie, w którym zgromadzone empiryczne dowody wskazują bardzo jasno, że materia jest wszystkim, z czego składa się świat.


No, tutaj to już odlot zupełny - w sumieniu rozpatrywać istnienie materializmu czyli brak sumienia  :mrgreen:
Tytuł: Argumenty na rzecz istnienia sfery duchowej
Wiadomość wysłana przez: Odźwierny w Październik 22, 2009, 12:30:09 am
" tyle, że Pańskimi dogmatami są pewne mniej lub bardziej prywatne przekonania naukowe"

To nie jest tak, że "naukowe", to kolejna strona konfliktu w wesołej grze o nazwie filozofia. To nie jest opozycja dla religijności. To jest fałszywa dychotomia, jeden z błędów logicznych.

Chodzi o to, że do innych wniosków NIE DA SIĘ dojść.

"Odniosłem wrażenie, iż Pana przekonania są materialistyczne i racjonalistyczne, więc jako zwolennika tejże filozofii proszę o rozmowę rzeczową gdyż zapewniam głęboko, iż racjonalność jest mi czymś bliskim. "

Nie. Jestem pełen duchowości, ale na poziomie, który zostawił religię, czary i szarlatanerię sto lat za murzynami. Zrozumiałem sumienie.


"Ludzie, którzy wierzą lub wręcz twierdzą o istnieniu czegoś „ponad” (mówiąc lakonicznie) też mają prawo głosu i prawo do debaty z ludźmi o poglądach przeciwnych. "

Ja Panu nie odbieram prawa do niczego, pomijając już fakt, że mocy takiej posiąść się nie da. Konflikt => kreatywność.


"Jeśli chodzi o przykład z piraniami to owszem, ma Pan rację a drugą stroną nazwijmy to – tego prawa – jest „zakaz” kopulowanie osobników z odmiennymi gatunkami. Aczkolwiek miałbym pewną wątpliwość. Szczerze przyznam, że nie wiem jaka jest odpowiedź. Ale jednocześnie nie wiem też, co na pewno działo by się, gdyby odizolować te piranie od pożywienia (od zwierząt innego gatunku stanowiących potencjalne „menu” piranii). "

Nie ma żadnego zakazu. Kopulacja poza gatunkami jest niemożliwa, bo gatunek jest definiowany jako taki zbiór osobników, które mogą ze sobą kopulować. Nie wie Pan jaka jest odpowiedź, i proszę nie spekulować. Ryby moralności nie mają, my też. Robimy co chcemy. Gdyby piranie nie miały co jeść, jadłyby siebie. Są mięsożerne. To jest proste! My działamy tak samo.


"Tylko czy zdaje Pan sobie sprawę, iż dla pewnej rzeszy ludzi na tym świecie są to pojęcia mgliste albo stojące mocno w opozycji i napięciu wobec potrzeb i instynktów niższych (tudzież pewnych „antywartości” jak chciwość, dzika żądza, mściwość, zawiść i innych). "

Jak jest, to wiem. Mamy ludzi do wymyślania i pilnowania "prawa", mamy też ludzi do jego łamania. Bez przyczyny. To się dzieje samo. Mógłby Pan równie dobrze zapytać, dlaczego woda w misce układa się na dnie, a nie na ścianach.


"Nie chcę już męczyć tymi przykładami, a jedynie podsumować, iż pewien jestem, że historia ludzkości dostarcza miliardów takich przykładów. W milionach odmian i konfiguracji psychicznych. "

Naturalnie. To tylko potwierdza moją tezę. Wcale nie mówiłem, że sumienia nie można zagłuszyć, lub dokonać RACJONALIZACJI. Oh, jak my uwielbiamy racjonalizować.

Ja przeszedłem odrazu do rzeczy - do absolutu. Do jego substytutu. Do jedynej rzeczy, jaką naprawdę mamy. Z tego trzeba sobie zdać sprawę. Bo jest pewien układ, konfiguracja - wymyśliliśmy kodeksy, święte księgi, i są ludzie na tyle wpływowi, żeby status quo nie zaburzać. Ja pytam, co by było BEZ NICH? Nic. Bo nigdy nic nie było. To jest konstrukt. Ludzkość musi przeżyć.


"Znaleźli by się i tacy, którzy czuli by się dumni albo unosili by się pychą albo nurzali w wyuzdaniu patrząc na swoją twarz, i patrząc prosto sobie w oczy powtarzali by myśli o słuszności i satysfakcji z tego co wyprawiają."

= religia.


"I jeśli tacy ludzie będą mogli choć kilka razy w życiu w sposób silny i intensywny uświadomić sobie „PRAWDĘ” (!) nieustraszoności i kompletnej iluzoryczności odpowiedzialności za swoje grzechy to może to przeniknąć do ich życia, i zmaterializować się na zewnątrz."

Przecież to się dzieje na okrągło. Ktoś odkrywa, że tak naprawdę NIC nie stoi na przeszkodzie między nożem a jego utrapieniem. Bo co stoi? Azot, tlen, inne gazy. Tarcie skóry, mięsa i kości. I on sam. A on sam jest jednocześnie nagraniem: rodziców, rówieśników, doświadczeń. On sam może być intelektualistą, filozofem, a może być też pozbawiony empatii. To są różne sposoby na wypełnienie naczynia, jakim jest mózg.

"ludzkość posiada pewien mechanizm samoobronny."

Nie posiada. Ludzkość nic nie posiada. Bo czy naród słoni coś posiada? Albo stado lwów? Kolonia mrówek? Plama bakterii? Coś posiadają? Są, naszym okiem, złożonym układem. Na szczęście to nie gra, gdzie CPU musi przeliczyć wszystkie działania, wszechświat realizuje się sam. I to wychodzi samo. Jeżeli nie rozumie Pan ewolucji, nie zrozumie Pan też tego.


"Jeśli przez dziesiątki czy setki lat wpaja się ludziom to samo – to staje się to w jakiś sposób prawdą."

To staje się ściśle prawdą. Jeżeli po wojnie nuklearnej nic nie przeżyje, a zapiski propagandowe przeczytają obcy - to nie będzie innej prawdy, ani możliwości naukowej weryfikacji. Pragmatyzm - William James. Zresztą, to żadne odkrycie.

Lubimy dyskutować. Jestem otwarty.
Tytuł: Argumenty na rzecz istnienia sfery duchowej
Wiadomość wysłana przez: Cubitus w Październik 23, 2009, 02:57:58 am
Cytuj
To nie jest tak, że "naukowe", to kolejna strona konfliktu w wesołej grze o nazwie filozofia. To nie jest opozycja dla religijności. To jest fałszywa dychotomia, jeden z błędów logicznych.


Pan mnie źle zrozumiał. Ja nie uznaję dwóch dróg wiodących do POZNANIA, które byłyby rzekomo przeciwstawne – mianowicie religii i nauki. To rozum pojmuje (rozumie) a intelekt jest drogą prowadzącą do zrozumienia. Przecież nawet średniowieczne chrześcijaństwo opierało swoje dogmaty i tezy na różnorakich przemyśleniach. Nie da się nawet głosić twierdzeń, przekonań religijnych bez uprzedniej refleksji (prowadzącej do prawdziwych czy błędnych sformułowań – zostawmy to na boku).  Jeszcze raz podkreślam, najjaśniej jak mogę – proszę o polemikę z moimi argumentami na rzecz duchowości a nie krytykowanie ich przez „nie bo nie”.

Cytuj
Nie. Jestem pełen duchowości, ale na poziomie, który zostawił religię, czary i szarlatanerię sto lat za murzynami. Zrozumiałem sumienie.


Znowuż nieporozumienie. Nie moim celem było wykazania Pana przyziemności, hedonizmu czy arymanicznej niewoli.  Mówiąc o Panu „materialista”, miałem na myśli pewien naukowy paradygmat, który jak przypuszczam wyznaje Pan. Bo proszę mi odpowiedzieć : czy uznaje Pan istnienie Boga osoby lub Boga bezosobowego ? czy uznaje Pan istnienie planów subtelnych (np. mentalnego albo buddhialnego) ? czy wierzy Pan, że Jezus Chrystus był mesjaszem, pomazańcem Bożym ? itd. Itp. Jeśli nie wierzy Pan w istnienie transcendującego materię ducha, uznaje Pan, że istnieje tylko materia fizyczna, to mogę Pana nazwać materialistą. Użyłem zresztą słowa „przekonania materialistyczne”. A tak właściwie to chodziło mi bardziej o nacisk na słowo „racjonalista” niż „materialista”.

Cytuj
Nie ma żadnego zakazu. Kopulacja poza gatunkami jest niemożliwa, bo gatunek jest definiowany jako taki zbiór osobników, które mogą ze sobą kopulować.


O ile mi wiadomo, to jest Pan w błędzie. Istnieją zaobserwowane przypadki kopulacji między gatunkami. W Stanach Zjednoczonych jest nawet prawo zakazu organizowania wystaw i przedstawień pokazujących międzygatunkowe stosunki seksualne.
Przepraszam, że skalam Pana wrażliwość takim bezguściem ale polecam te dwa linki (więcej nie chciało mi się szukać). Jedno to zdjęcie, drugie to film.

Film (http://www.joemonster.org/filmy/10786/Seks_miedzygatunkowy)

Zdjęcia (http://obczaj.net/pl/268076/)

(zdjęcia nr. 34 i 35)


Cytuj
Przecież to się dzieje na okrągło. Ktoś odkrywa, że tak naprawdę NIC nie stoi na przeszkodzie między nożem a jego utrapieniem.



Przykład jaki Pan podaje wydaje mi się zdecydowanie afektywny. Taki człowiek nic nie
”odkrywa” tylko kieruje nim impuls, popęd. Tak, statystyki kryminalne potwierdzają, że dzieje się tak na okrągło. Ale ja mówię o świadomym złu (a może dobru ?!).
O świadomej refleksji, że mogę zabić i nie mieć wyrzutów sumienia, że mogę „wyrolować” z interesu kolegów, a zwłaszcza jednego, którego rodzina stoi na krawędzi ubóstwa i nic sobie z tego nie robić, że mogę popadać w alkoholizm czy narkomanię i nie liczyć się ze zdaniem osób mi bliskich, nie liczyć się z własnym życiem, kiedy już umrę – bo żadnego życia wtedy nie będzie. Po co więc mam się martwić. Niechże sobie uprzyjemnię życie na tym padole. Wydaje mi się, że świadomość braku konsekwencji takich poczynań, która globalnie rośnie (ateizm), może u pewnej rzeszy jednostek stwarzać „korzystne” warunki do ich zaistnienia.

Cytuj
= religia.


Grubo Pan przesadził i na dodatek się pomylił. Ma Pan chyba deficyt doświadczeń pozytywnych z religią i osobami religijnymi. Cóż, szkoda.